Po dwóch sesjach przyzwoitej aktywności powróciliśmy do męczącej codzienności, czyli truchtania w miejscu przy małym obrocie. W efekcie ceny utrzymywały poziom z poprzedniej sesji. Dopiero w końcówce minusy stały się wyraźniejsze, choć nadal pozostały nieporównywalne ze wzrostem z poprzednich sesji.
Niższa aktywność przy lekkim spadku cen, która w dodatku miała miejsce po szybkim wzroście przy znacznym obrocie, sugeruje korekcyjny charakter ruchu. Zapewne są tacy, którzy liczą na to, że spadek ten przerodzi się w coś więcej, ale na razie przeważają argumenty przemawiające za tym, by oczekiwać dalszej zwyżki cen. Koronnym argumentem jest oczywiście kierunek trendu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ten trend właśnie zaliczył nowe maksima. Łapanie szczytu w takiej chwili to bardzo ryzykowne zajęcie. Zauważmy, że wspomniane już prowzrostowe zachowanie obrotów jest także potwierdzone przez zmiany LOP. Wczoraj tylko w czasie zwyżki na początku sesji LOP rosła. Tuż po tym chwilowej przewadze popytu liczba pozostających na rynku kontraktów malała.
No i oczywiście mamy jeszcze wykresy. Zauważmy, że spadek na razie nie jest zbyt głęboki i mamy wiele miejsca, by go "bezsygnałowo" pogłębić. Pierwszym wsparciem są okolice dołka z poprzedniego tygodnia, choć chyba ważniejszym w tej chwili poziomem, którego przebicie może mieć poważniejsze konsekwencje, to dołek z okolic 2520 pkt. Jedyną rzeczą, która niepokoi spoglądających w górę, to poziom bazy. Jeszcze dwa tygodnie temu była ona zdecydowanie negatywna. Teraz sytuacja ulega zmianie. Wczoraj, w czasie sesji jej wartość dochodziła do +30 pkt. To oczywiście jeszcze nie szczyt optymizmu, ale wyraźnie widać, że nastrój rynku stał się bardziej byczy. To sygnał ostrzegawczy, że koniec hossy jest coraz bliżej.