Indeksy notują kolejne rekordy. Trend wzrostowy trwa i - tak jak to jest ze wszystkimi trendami - lepiej się go trzymać, niż próbować precyzyjnie przewidzieć moment jego zakończenia. Istnieje raczej małe ryzyko, że inwestorzy będą skłonni pozbywać się akcji jeszcze przed końcem roku. Pod tym względem dane historyczne są jednoznaczne. O ile w przeszłości kilka razy zdarzyło się, że grudzień nie przyniósł zwyżki WIG20, to końcówka grudnia niemal zawsze była dobra dla posiadaczy akcji. Działo się tak bez względu na to, czy wcześniej na rynku panowały zwyżki, czy też spadki. Prawdopodobnie to efekt osławionego "window dressing" (podciągania kursów posiadanych akcji w celu maksymalnej poprawy wyników zarządzania) i związanego z tym popytu ze strony inwestorów instytucjonalnych.

Utrzymanie świetnej koniunktury w styczniu nie jest już jednak tak pewne. Rynek jest rozgrzany, a korekta wręcz "wisi w powietrzu". Jest bardzo prawdopodobne, że sygnał odwrotu da lider hossy - KGHM. Gwałtowna zwyżka cen miedzi - najważniejszego czynnika stojącego za zachowaniem notowań koncernu - jest po prostu nie do utrzymania. Od połowy maja miedź podskoczyła z poziomu 3 tys. USD za tonę do ponad 4,4 tys. USD. To jedna z najsilniejszych i najszybszych fal wzrostowych w historii. Przybrała ona już postać hiperboli, na którą składają się trzy linie trendu zwyżkowego. Entuzjazm może bardzo łatwo zamienić się w panikę. Przecena KGHM o przynajmniej kilkanaście procent jest nieunikniona.

Warto zauważyć, że kursy niektórych innych kluczowych blue chips nie zachowują się zbyt mocno. A to oznacza, że w razie załamania zwyżki KGHM, i one mogą łatwo poddać się wyprzedaży. Dobrym przykładem jest PKN Orlen. Z coraz większym trudem koncern broni wsparcia wynikającego z linii trendu wzrostowego, biegnącej od styczniowego dołka. Obecnie znajduje się ona na wysokości ok. 60 zł. Przełamanie tego poziomu może zaowocować szybkim spadkiem do październikowego dołka - 57 zł.