Reklama

Polski sen

Publikacja: 28.12.2005 06:44

Właśnie opublikowaliśmy (w poprzednim, świątecznym PARKIECIE) kolejny ranking największych - najbogatszych - giełdowych inwestorów, także indywidualnych. Jest w księgarniach sporo książek, wspominających najzamożniejszych Amerykanów i opowiadających o tym, jak zarobili wielkie pieniądze. Polskie fortuny są z reguły sporo mniejsze (z całym szacunkiem - nawet panu Karkosikowi z jego 1 mld USD ulokowanym na giełdzie daleko do Billa Gatesa czy Warrena Buffetta), ale - jestem pewien - historie ich powstania nie mniej barwne i fascynujące.

Jak mawiał Kisiel: żeby zrobić biznes, trzeba mieć milion. A żeby go mieć, trzeba z reguły ukraść - bo takie są wilcze prawa kapitalizmu. Na szczęście to nie jedyna prawda teoretyków "kapitalizmu znanego z widzenia", która - dzięki Bogu - nie zawsze się sprawdza. Bo można np. otrzymać milion od ojca, jak najsłynniejszy w Polsce doktor. Po sprzedaży akcji Telekomunikacji i PKN nie ma szans na powrót na podium (8. miejsce w zestawieniu najbogatszych inwestorów prywatnych). Wypłynąć na szerokie wody dzięki - w jakimś przecież sensie koncesjonowanej - akuszerce przy największych prywatyzacjach, to każdy by potrafił. Ale może i bez niej doktor pokaże jeszcze na parkiecie, i poza nim, co potrafi.

Nie każdy jednak miał takie szczęście, by zasiąść do gry z milionem w kieszeni.

Jeśli mnie pamięć nie myli, Roman Karkosik zaczynał od sprzedaży oranżady, a później, zdaje się, piwa - dawniej towarów nad wyraz deficytowych. Nie wiem, czy zgodnie z rynkową tradycją chrzcił jedno albo drugie (tu też Amerykanie dawali przykład, jak ów miliarder, który zarobił krocie, sprzedając rządowi strzelby pozbawiające żołnierzy palców), ale był to na pewno w okresie niedoborów strzał w dziesiątkę. I dla niego, i dla konsumentów. Wierzę, że nie mniej barwne historie mają do opowiedzenia - jeśliby tylko chcieli opowiadać... - i pan Czarnecki, i pan Sołowow, i pan Krauze (niestety, w tym samym numerze naszej gazety przyznał, że pieniądze to w Polsce nie jest dobry temat). Ale zostawmy wielkich tego świata...

Zwróćmy uwagę na dalsze pozycje rankingu. Właściciel ZPUE (130. miejsce w rankingu wszystkich inwestorów) zaczynał biznes w garażu i to nie własnym, ale teścia. Składał urządzenia dla zakładów energetycznych, które miały duże wzięcie. Tak duże, że musiał zatrudnić jedną osobę do pomocy, później drugą... Na koniec ubiegłego roku dawał pracę - jako właściciel ZPUE - 650 osobom. I wybudował - sobie i im - ładną, nowoczesną fabrykę.

Reklama
Reklama

Akcjonariusze wielu znanych firm handlujących odzieżą zaczynali od małego - biorąc pod uwagę obroty - geszeftu z ciuchami z Dalekiego Wschodu. Na wygłodniałym krajowym rynku szły jak woda. Dziś te same osoby są często właścicielami wielkich sieci, uznanych marek i dobrze prosperujących, wielkich przedsiębiorstw. I mają, rzecz jasna, wypchany portfel. Warren Buffett pije co dzień słynną wiśniową colę i zjada hamburgera w barze, choć mógłby równie dobrze zamawiać kawior u Ritza. Główny akcjonariusz LPP (miejsce 11. wśród indywidualnych graczy) podróżuje na Daleki Wschód w klasie ekonomicznej i śpi w małych hotelikach, bo tak jest taniej. Po kraju jeździ (a w każdym razie jeździł) nienowym kompaktowym fordem, a garnitur - jak mówił, krajowy - wkłada od wielkiego dzwonu (np. giełdowego). A mógłby go sobie szyć na zamówienie w Mediolanie i pod tym względem rywalizować z najbardziej wymagającymi giełdowymi menedżerami z wielkich korporacji.

Żeby obraz nie był zbyt słodki, można też przypomnieć - skądinąd także skromnego i miłego - właściciela innej firmy handlującej tekstyliami (pozycja 116. ogólnego zestawienia). Który zanim zrobił fortunę - albo żeby ją zrobić - dawał (musiał dawać?) w łapę celnikom. Ale to też jest materiał na rozdział o tym, jak się rodził polski kapitalizm, z czyją "pomocą" i jakim kosztem. Tyle tylko, że niestety nic nowego - ponad to, co przynosi co dzień życie - pewnie by się w nim nie znalazło.W naszym rankingu wybił się właściciel CCC (zaraz za rekinami). Podobno zaczynał interes od handlu butami w "szczęce". Podobno, bo choć się o tym mówiło, oficjalnie w czasie publicznej oferty spółki nikt tego nie chciał potwierdzić. A przecież nawet jeśli były to "szczęki" albo jakiś mały sklepik, to żaden wstyd. Bynajmniej. Zrobić z bazarowego interesu 700 mln zł w postaci fabryki, sieci salonów i dynamicznej giełdowej spółki to powód do chwały. Dowód na to, że w Polsce też można wyśnić swój wielki sen.

Można go też wyśnić na giełdzie - co zdaje się udowadniać nowa osoba w naszym zestawieniu - ponoć skromna i "nie okazująca majątku" pani o szwedzkim nazwisku (181. w ogólnej klasyfikacji). Większości pieniędzy dorobiła się podobno na naszej giełdzie. W ciągu zaledwie kilku lat. I to jest pewnie wielka pociecha dla wielu drobnych inwestorów... Na mnie większe wrażenie robi jednak namacalny sukces w postaci nowych zakładów, miejsc pracy czy marek. Czyli kapitalizm nie inwestycyjny (też bardzo pożyteczny), ani wielkokorporacyjny, ale "organiczny" - i mały, i duży.

Jest też na giełdzie trochę - pewnie nikt dobrze nie wie, jak dużo - szemranego kapitału. Czasem agresywnego i niebezpiecznego. Kapitału, którego obecność budzi niepokój innych graczy i obawy menedżerów. Który sprawia kłopoty wszystkim uczciwym uczestnikom gry. Są też podejrzani inwestorzy i cwani biznesmeni, co wierzą, że trzeba zawłaszczyć nie tylko jeden milion, aby stanąć na nogi. Rozmaite gry wojenne, wyciąganie pieniędzy z firm, zawłaszczanie ich majątku, awantury i zwykłe przestępstwa - to też dobry materiał na książkę. Ale zupełnie innego gatunku. Którego akurat nam chyba nie potrzeba.

LPP
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama