Rok 2005 nie był szczególnie udany dla amerykańskiego rynku akcji. S&P 500 znajduje się minimalnie powyżej poziomu z końca 2004 r. Tymczasem w 2003 r. indeks urósł o 26,4%, a w 2004 r. o 9%. Co ciekawe, malejące roczne tempo zwyżki S&P 500 wiąże się z umocnieniem dolara. Rok 2003 upłynął pod znakiem radykalnego osłabienia amerykańskiej waluty, rok 2004 przyniósł silne wahania, a tymczasem 2005 r. to całkowite odwrócenie wcześniejszej tendencji. W 2005 r. kurs EUR/USD spadł o ok. 13%. To niekorzystne dla amerykańskich eksporterów zjawisko może po części tłumaczyć słabsze zachowanie notowań akcji. Poza tym 2005 r. upłynął pod znakiem malejącej dynamiki produkcji przemysłowej w USA i właśnie ten fakt należy traktować jako kluczowy czynnik stojący za słabszą koniunkturą na rynku akcji.

Rozczarowujący był także grudzień. Zamiast oczekiwanego efektu świętego Mikołaja, przez cały miesiąc utrzymywał się trend boczny. O takim rozwoju wydarzeń zadecydował długoterminowy opór, o którego znaczeniu pisałem kilka razy w ostatnich tygodniach. Wynika on z górnego ramienia zwyżkującego klina, obejmującego już dwa lata. W połowie grudnia S&P 500 był bardzo blisko tej bariery, ale właśnie w tym kluczowym momencie kupujący nie dopisali. Obecnie linia ta przebiega w okolicy 1280 pkt.

Trudno obecnie powiedzieć, czy grudniowa konsolidacja S&P 500 jest wstępem do przeceny, czy może przygotowaniem do ataku na wspomniany opór. Wskaźniki nie pokazują wyprzedania, a więc nie ma aktualnie przeszkód w odwróceniu trendu na spadkowy. Trwająca konsolidacja przypomina kształtem flagę - a więc formację kontynuacji dotychczasowego trendu - tyle tylko, że jest nachylona w niewłaściwym jak na taką formację kierunku (tzn. zgodnie z kierunkiem trendu wzrostowego). W tej sytuacji najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie wstrzymanie się z prognozami do czasu wybicia z konsolidacji. Jej dolne ograniczenie to dołek z końca listopada - 1250 pkt, zaś górne to grudniowy szczyt - 1273 pkt.