Za walory biotechnologicznego przedsiębiorstwa płacono w poniedziałek 13,35 zł. Właściciela zmieniło 2,88 mln akcji, co stanowi 1,57% kapitału. Nie było spektakularnych, dużych transakcji. Przeważały niewielkie, obejmujące nie więcej niż kilka tysięcy akcji. Analitycy są zgodni co do tego, że wzrost zainteresowania walorami spółki nie ma konkretnych podstaw.

- Nie widzę czynników, które uzasadniałyby nagły entuzjazm inwestorów - mówi Michał Janik z BDM PKO BP. Co spowodowało, że inwestorzy ponownie zwrócili uwagę na Bioton? Czyżby piątkowy wywiad prezesa Adama Wilczęgi, udzielony jednej ze stacji telewizyjnych? - Możliwe, że zwyżka spowodowana jest tym faktem medialnym - ocenia Krzysztof Radojewski, analityk DI BRE Banku. Prezes w wywiadzie powtórzył jednak wcześniejsze zapowiedzi. Zgodnie z nimi, firma w zeszłym roku miała wielokrotnie większy zysk niż w 2004 r. Może też zdecydować się na kolejne akwizycje po przejęciu SciGenu. Prezes znów nie podał szczegółów.

To nie pierwszy raz, kiedy kurs Biotonu gwałtownie rośnie, mimo braku jasnych przesłanek. Były też skoki notowań, mające uzasadnienie w informacjach z firmy. W ostatnich dwóch tygodniach października akcje zdrożały o około 60%. Impulsem była informacja o rekordowym kontrakcie singapurskiego SciGenu. Analitycy przyznali wtedy, że kontrakt jest perspektywiczny, jednak podkreślali, że wzrost kursu był na wyrost. Tym razem SciGen nie podał żadnych "cenotwórczych" informacji.

Od debiutu kapitalizacja Biotonu wzrosła ponad czterokrotnie, do 2,4 mld zł. W 2004 r. grupa miała 5,8 mln zł zysku i 128,75 mln zł przychodów. Prognozy na 2005 r. mówią o 28 mln zł zysku i 154 mln zł przychodów. Pod koniec października prezes odwołał jednak te założenia.