Silny wzrost na wczorajszej sesji mnie zaskoczył. Nie fakt samego wzrostu, ale to że pojawił się już następnego dnia po równie silnym spadku. Nastroje zmieniły się o 180 stopni w krótkim czasie. To niebezpieczne.
Czy należy się dziwić zwyżce? Nie. Do tej pory trend był wzrostowy, a jedna piątkowa sesja nie mogła to zmienić. Mamy tego dowód. Czy w takiej sytuacji posiadacze długich pozycji mogą się cieszyć? Owszem, ale powinna być to radość umiarkowana. Rynek rośnie, ale mamy problem z obrotem. Wczoraj, przy braku inwestorów zza zagranicy (Londyn świętował, a właśnie stamtąd przychodzą zlecenia) rodzimi gracze dokonali "samowolki".
Nie licząc wymiany na papierach KGH obrót na sesji nie przekraczał średniego z ostatnich kilku dni. To rodzi niebezpieczeństwo, że ten wzrost jest wynikiem jedynie sprytnej akcji małego kapitału w celu wywołania optymizmu i fali zakupów. Samo w sobie nie jest to oczywiście złe, ale pamiętamy, że właśnie na taką falę euforii czekaliśmy. Jej pojawienie się będzie poważnym czynnikiem sprzyjającym tezie o wyczerpywaniu się potencjału dla wzrostu. To jednak przyszłość. Na razie do euforii nam daleko.
Osobiście na razie nie liczę na powrót do trendu. Jak nie każdy spadek to od razu krach, tak nie każdy wzrost jest od razu zapowiedzią serii nowych rekordów. Obawiam się, że przyjdzie nam jeszcze zjechać w okolice wczorajszych minimów. Patrząc pod kątem analizy technicznej i pozycji to są oczywiście szczegóły. Trend się nie zmienił i idąc za tezą, że należy się go trzymać, wydaje się, że nadal domyślnym kierunkiem jest północny. Żadne z poważniejszych wsparć nie zostało pokonane. Zresztą wiele nam do nich brakuje. Jest miejsce, by podaż sobie trochę poszalała bez wpływu na ocenę rynku.