12 stycznia odbędzie się drugie czytanie ustawy budżetowej, na którym politycy różnych partii "odkryją karty" i przedstawią poprawki do projektu. Wówczas okaże się, ile tak naprawdę może kosztować poparcie projektu przez partie opozycyjne. Samoobrona żąda znowu minimum socjalnego i zwolnieniu emerytów i rencistów z podatków. LPR postuluje, aby w budżecie znalazło się 530 mln złotych więcej na infrastrukturę transportową i 80 mln zł na subwencję dla najuboższych gmin. Liga chce także, by część dochodów z planowanej prywatyzacji przekazać na potrzeby emerytów i rencistów. Jednocześnie partia postuluje oszczędności w administracji nawet do 2-3 mld zł.
Mniejsze oszczędności, bo około 1 mld zł, proponuje Platforma Obywatelska. PO chce ciąć koszty w wielu instytucjach publicznych - Kancelarii Sejmu, Kancelarii Prezydenta, Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, a także w ministerstwach i innych agendach rządowych. Jednak partia raczej nie zagłosuje za projektem budżetu. - Nie ma merytorycznych powodów do poparcia rządu w tej kwestii. W budżecie Kazimierz Marcinkiewicz podpisał się pod polityką gospodarczą rządu Marka Belki i zrezygnował z programu "Tanie państwo" - ocenił Jan Rokita, wiceprezes PO.
Po środowych spotkaniach z liderami partii opozycyjnych PiS wydaje się spokojny o losy głosowania (trzecie czytanie odbędzie się 14 stycznia). - Budżet będzie miał w Sejmie bardzo szerokie poparcie - zapewniał wczoraj marszałek Marek Jurek. Politycy przypuszczają, że LPR zadeklarowało poparcie budżetu za cenę podpisu prezydenta pod ustawą wprowadzającą powszechne "becikowe".
Spokojni są także ekonomiści. Przyjmują, że za budżetem zagłosują jeszcze Samoobrona i PSL (obie partie boją się przyspieszonych wyborów). - Widzimy, że rynki nie reagują na zapowiedzi zmian w projekcie. Wynik głosowania da się przewidzieć, a dynamika wzrostu gospodarczego rośnie. Inwestorzy nie reagują nawet na planowane powiększenie dochodów i wydatków - mimo że ocenia się, że część dochodów może okazać się przeszacowana - przyznaje Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Rząd tymczasem zastanawia się, skąd wziąć brakujące środki (ok. 400 mln zł) na świadczenia społeczne (nowelizacja ustawy o świadczeniach rodzinnych powoduje dodatkowe koszty rzędu 1,1 mld zł; gdyby prezydent podpisał jeszcze poselską ustawę o "becikowym", wydatki wzrosną do 1,4-1,5 mld zł). Mówi się o zwiększeniu wpłat z dywidendy. Ministerstwo Skarbu Państwa zaprzecza jednak, jakoby ktokolwiek pytał ostatnio o możliwość takiej korekty.