Reklama

Wzrośnie zmienność indeksów

Pierwsze dni stycznia na światowych giełdach minęły bardzo optymistycznie. Prawdopodobnie ten rok przyniesie większe zmiany amerykańskich indeksów niż ubiegły. Niekoniecznie oznacza to jednak, że giełdy za oceanem czeka zwyżka już w nadchodzących tygodniach.

Publikacja: 07.01.2006 07:12

Miniony rok był na amerykańskiej giełdzie specyficzny ze względu na bardzo niską zmienność. Choć oczywiście nawet wśród największych koncernów znalazły się spółki, które dały inwestorom pokaźne zyski (choćby Google - wzrost o ponad 100%), jak też dotkliwe straty (General Motors - przecena o ponad połowę), to rynek jako całość praktycznie stał w miejscu. S&P 500 zyskał w ub.r. zaledwie 3%. Stopy zwrotu zmalały drugi rok z rzędu - w 2004 r. S&P 500 wzrósł o 9%, a rok wcześniej - aż o 26,4%.

Historycznie niska

rozpiętość

Uwagę zwraca jednak nie tylko malejące tempo indeksu, ale także coraz mniejsza zmienność. Ubiegłoroczne maksimum S&P 500 było oddalone od minimum jedynie o niecałe 140 pkt. W 2004 r. rozpiętość wynosiła 156,5 pkt, a w 2003 r. - 323,6 pkt. Dla porównań w dłuższym okresie bardziej przydatna jest rozpiętość wyrażona procentowo. W ub.r. wyniosła ona 12,3%. Tymczasem w ciągu ostatnich pięciu lat maksymalna rozpiętość przekroczyła aż 53% - w ostatnim roku bessy (2002 r.). Ubiegłoroczna zmienność jest też bardzo niska na tle danych obejmujących dziesiątki lat. Mniejszą rozpiętość procentową S&P 500 zanotowano tylko 2 razy w całej historii indeksu - w latach 1993-1994.

Zmienność jest zjawiskiem cyklicznym, tzn. okresy niskiej zmienności przeplatają się ze wzmożonymi wahaniami indeksu. Przykładowo, po wspomnianym okresie 1993-1994 kolejny rok przyniósł skokowy wzrost rozpiętości do 36,2%. Innymi słowy, zmienność wzrosła ponaddwukrotnie. Wygląda na to, że obecnie S&P 500 znajduje się w okolicach dołka tego cyklu. Czyżby zatem ubiegły rok przyniósł przysłowiową ciszę przed burzą? Jest to jak najbardziej prawdopodobne. W tym roku można się spodziewać znacznie silniejszych wahań notowań w USA. Mniej pewne jest natomiast to, czy wzrost zmienności będzie się wiązał ze stabilnym trendem (zwyżkowym lub spadkowym) indeksu, czy może gwałtownymi skokami w dół i w górę.

Reklama
Reklama

Klin blokuje zwyżkę

Odpowiedź na to pytanie zależy przede wszystkim od tego, co wydarzy się w amerykańskiej gospodarce. Warto przy tym pamiętać, że giełda za oceanem wyprzedza o kilka miesięcy kluczowe zmiany zachodzące w gospodarce. Do takich wniosków prowadzi w każdym razie porównanie rocznej dynamiki S&P 500 i rocznego tempa zmian produkcji przemysłowej. Ubiegły rok upłynął pod znakiem obniżającego się rocznego wzrostu produkcji - z ponad 4% do 2,8% w listopadzie (dane za grudzień nie są jeszcze znane).

Co może czekać S&P 500 w najbliższym czasie? Skokowa zwyżka w mijającym tygodniu nie zmieniła jeszcze radykalnie dotychczasowej sytuacji technicznej. Od ponad miesiąca indeks tkwi w krótkoterminowej konsolidacji, obejmującej już ponad miesiąc. Ważniejsze jest jednak to, co dzieje się w perspektywie średnioterminowej. Nie przypadkiem do obecnej konsolidacji doszło akurat na tych poziomach. Kluczowym oporem jest górne ramię długoterminowego zwyżkującego klina. Znajduje się ono obecnie w okolicy 1280 pkt.

Pesymistyczna formacja

Nie da się wykluczyć, że byki zdołają pokonać tę barierę, ale o tym, jak bardzo będzie to trudne, przekonują analogie z przeszłości. W czasie ostatnich trzech miesięcy na wykresie S&P 500 ukształtowała się pewna specyficzna średnioterminowa formacja, którą można było zaobserwować już dwa razy na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Składa się na nią najpierw szybki, stabilny wzrost (szczególnie widoczny w listopadzie) i późniejszy znacznie wolniejszy ruch w górę, przerywany krótkotrwałymi korektami (od końca listopada). Na to nakłada się charakterystyczne zachowanie wskaźnika MACD, który w pierwszej fazie szedł w górę z indeksem, a później zaczął łagodnie opadać - odwrotnie niż rynek.

Z bardzo podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w okresie grudzień 2003 - luty 2004 oraz listopad-grudzień 2004. Jest jeszcze jedna rzecz łącząca te trzy sytuacje. Szczyt poprzednich dwóch formacji wyznaczył wspomniane górne ramię klina, do którego dociera właśnie S&P 500. Te analogie są mało optymistyczne, bo poprzednie dwie formacje zakończyły się nagłym wybiciem w dół i spadkiem o przynajmniej 50 pkt.

Reklama
Reklama

Europa - trend trwa

Podczas gdy rynek amerykański być może dopiero formuje dno w cyklu zmienności, to w Europie Zachodniej miało to miejsce już w 2004 r. Wówczas rozpiętość zmian niemieckiego DAX-a wynosiła 18%. W zeszłym roku podskoczyła do 31,6%, podczas gdy u szczytu cyklu w 2002 r. wynosiła aż 117%.

W przypadku DAX-a trudno znaleźć mocne argumenty przemawiające za szybkim zakończeniem trendu wzrostowego trwającego od końca października. Korekta się zbliża, ale przy tak silnych ruchach indeks może zwyżkować jeszcze nawet kilka tygodni - nawet mimo wykupienia sygnalizowanego przez wskaźniki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama