Budowanie tzw. psich portfeli to jedna z najprostszych strategii inwestycyjnych na rynku akcji. Spopularyzowana została w Stanach Zjednoczonych. Polega na wyborze na początku roku akcji 10 spółek o najwyższej stopie dywidendy (którą oblicza się, dzieląc wypłaconą dywidendę przez aktualny kurs akcji). Wybiera się przy tym tylko największe, cieszące się renomą koncerny wchodzące w skład indeksu Dow Jones Industrial Average ("Psy Dowa" - Dogs of the Dow). Filozofia leżąca u podstaw takiej strategii jest prosta - obstawia się te spółki, które generują solidne zyski i są w stanie podzielić się nimi z akcjonariuszami.
Połowa WIG20
w portfelu
Wzorem amerykańskim wybraliśmy 10 spośród 20 spółek, które wchodziły w końcu 2004 r. w skład indeksu WIG20 i miały najwyższą stopę dywidendy. W praktyce tak się akurat złożyło, że dokładnie właśnie tylko tyle firm blue chips mogło się pochwalić jakąkolwiek stopą dywidendy (tzn. wypłaciły zyski za 2003 r.). Gdybyśmy w końcu 2004 r. stworzyli portfel składający się w równych częściach z akcji tych spółek, ostatniego dnia ub.r. byłby on wart 27,2% więcej.
Paradoksalnie okazało się, że najsłabsze wyniki dały akcje spółek, które mogły się w 2004 r. pochwalić najwyższymi stopami dywidendy - Dębicy oraz Mondi. Gdyby nie one, stopa zwrotu z Psów WIG20 byłaby znacznie wyższa - bliska 40%. Na szczęście w portfelu znalazł się m.in. PKN Orlen i Polimex Mostostal Siedlce, które przyniosły w ub.r. solidny zarobek - odpowiednio 65,9% i 85,4%.