Okres gwałtownej zwyżki z pierwszych dni stycznia mamy już za sobą. Notowania kontraktów utkwiły w krótkoterminowej konsolidacji tuż pod niedawnymi szczytami. Takie zachowanie kursu nie jest jeszcze niczym nadzwyczajnym i nie musi zapowiadać odwrócenia trendu na spadkowy. Podobne korekty zanotowano bowiem kilka razy od początku listopada. Poważne wątpliwości co do możliwości kontynuacji zwyżki nasuwają się jednak, jeśli spojrzeć na wykresy wskaźników technicznych. Niemal zgodnie pokazują one silne wykupienie. Długoterminowe odchylenie kursu od średniej kroczącej z 200 sesji jest bliskie 30% - to najwięcej od sierpnia 2003 r. Na poziomie najwyższym od tego samego czasu znajduje się też MACD. O wysokim ryzyku inwestowania informuje wskaźnik zmienności ATR z 14 sesji, który dotarł do swojego ostatniego szczytu z początku listopada. Pod względem porównań lepszy jest co prawda względny ATR (odniesiony do aktualnych notowań), ale także i on sięga już poziomów z ostatniej fazy gwałtownej zwyżki w lecie 2003 r.
Te wszystkie sygnały ostrzegawcze mogą świadczyć, że niebawem dojdzie do przesilenia na rynku, a zarabiać zaczną posiadacze krótkich pozycji. Z praktycznego punktu widzenia najważniejsze jest jednak określenie właściwego momentu otwarcia takich pozycji. Jednym z najprostszych sposobów jest wejście na rynek dopiero po spadku o założoną z góry wartość. Od maja ub.r. (czyli momentu rozpoczęcia wielomiesięcznej fali wzrostowej) nie opłacało się otwierać krótkich pozycji, jeśli kurs nie oddalił się od ostatniego szczytu o przynajmniej 5%. Tak zdarzyło się tylko raz - w październiku. Gdybyśmy wówczas otworzyli krótką pozycję po spadku o 5%, to czekałby nas dalszy spadek o blisko 8%. Przy zasadzie spadku o 5%, grę na zniżkę można by obecnie rozpocząć na poziomie 2805 pkt.