Gazprom ograniczył wczoraj o 20-25% dostawy gazu realizowane przez Ukrainę. Uzasadnił to ciężkimi warunkami atmosferycznymi. Według Jánosa Kóki, węgierskiego ministra gospodarki i transportu, tym razem nie spowoduje to kryzysu. Hurtowi odbiorcy gazu w części przestawią się na zasilanie ropą. To nie pierwsza taka sytuacja, podobne zdarzały się już w przeszłości, gdy temperatura w Rosji spadała w okolice minus 25-40oC.
Rosyjski gigant ograniczył też dostawy do Bośni i Hercegowiny. Jeżeli pogoda w Rosji radykalnie się pogorszy, redukcja może objąć również Włochy i Austrię.
Skąd te ograniczenia? Gazprom poinformował wczoraj, że w związku z pogorszeniem się pogody i spodziewanym obniżeniem temperatury w Rosji do minus 40oC, zwiększy dostawy do krajowych odbiorców o 40%. W tym celu uruchomiono już maksymalne moce przesyłu surowca. Również wskaźnik poboru gazu z sieci przesyłowej wzrósł do rekordowego poziomu w historii Gazpromu.
Co ciekawe, z komunikatu koncernu dowiadujemy się też, że o 7% mają być zwiększone dostawy gazu do... europejskich odbiorców.
Na początku roku rosyjski koncern zakręcił kurki z gazem Ukrainie, żądając, by ta więcej płaciła za surowiec. Ubocznym skutkiem było zmniejszenie dostaw do niektórych państw regionu, w tym przede wszystkim Polski, Węgier, Słowacji i Austrii. Ok. 90% importu gazu ziemnego do naszego kraju pochodzi właśnie zza wschodniej granicy.