Premier był w piątek rano gościem Radia ZET. W audycji Monika Olejnik spytała m.in. o szefa Rady Nadzorczej Nafty Polskiej. - Jest nim pan Woyciechowski, który jest astronomem, i który w konkursie zdobył 13 punktów na 100 - przypomniała. Zacytowała też Witolda Gadomskiego, który w piątkowej "Gazecie Wyborczej" napisał: "(...) Ludzie związani z Kaczyńskimi przejmują też stopniowo kontrolę nad największym polskim bankiem detalicznym PKO BP. Wiceprezesem banku został Sławomir Skrzypek, do niedawna wiceprezydent Warszawy i prawa ręka Lecha Kaczyńskiego. Wcześniej nigdy w bankowości nie pracował. W czasach rządu AWS był zastępcą prezesa zarządu NFOŚ, a przez kilka miesięcy członkiem zarządu PKP. Skrzypek na razie nie został prezesem banku, bo nie ma odpowiedniego stażu pracy w tym sektorze. Ale to tylko kwestia czasu. (...)".

Kazimierz Marcinkiewicz bronił wyboru Skrzypka na wiceprezesa PKO BP: Proszę zwrócić uwagę na CV tych ludzi, na to, w jaki sposób Sławomir Skrzypek jest przygotowany do tej pracy, jakie ma wykształcenie, jakie szkoły skończył, gdzie w Stanach Zjednoczonych się uczył. To są totalnie niesprawiedliwe oceny dziennikarzy, z którymi się absolutnie nie zgadzam. Nie ma w naszym wydaniu żadnego kolesiostwa w odniesieniu do spółek Skarbu Państwa. Będziemy tego pilnować i przestrzegać w sposób bardzo skrupulatny. Te zarzuty są niesprawiedliwe.

- W sprawie pana Woyciechowskiego też, panie premierze? - dopytywała Monika Olejnik. - Nie znam człowieka, sprawdzę - odpowiedział premier.

Rozmawiano również o tekście piątkowej "Rzeczpospolitej", która napisała: "Nikt nie dba o nasz majątek" i przypomniała, że Kazimierz Marcinkiewicz jest też ministrem skarbu, od którego decyzji wiele zależy (m.in. zmiany składów rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa itd.).

- Dokonujemy zmian w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, w sposób absolutnie zgodny z prawem i zgodny z zapowiedziami. Tam, gdzie dzieje się źle, są odwoływani prezesi, a jednocześnie są rozpisywane konkursy. Nie ma żadnego kolesiostwa, nie ma żadnego przypadku, w którym politycy lokalni czy centralni PiS obejmują jakiekolwiek funkcje w gospodarce - mówił szef rządu.