W czwartek hinduski potentat branży hutniczej Lakshmi Mittal przebywał w Hiszpanii, gdzie w hutach Arcelora pracuje 13,2 tys. osób. Minister gospodarki Pedro Solbes domagał się dla nich gwarancji zatrudnienia. Już wcześniej Mittal podkreślał, że nie kupuje Arcelora, który powstał w rezultacie fuzji francuskiego Usinora, hiszpańskiej Aceralii i luksemburskiego Arbedu, by zamykać europejskie huty.
Tego rodzaju zapewnienia jednak nie wystarczają. Wcześniej przeciwko tej transakcji wypowiedzieli się przedstawiciele rządów Francji i Luksemburga.
Mittal ogłosił swoje zamiary bez akceptacji kierownictwa Arcelora. Kieruje nim Francuz Guy Dolle zarzucający hinduskiemu miliarderowi, że głównie interesuje go cash flow wynoszący 3 mld euro rocznie, bo szuka pieniędzy na sfinansowanie modernizacji stalowni w Europie Wschodniej i Stanach Zjednoczonych. Mittal, kontrolujący 70% polskiego rynku stali, utrzymuje, że wprawdzie zamiar przejęcia tej drugiej co do wielkości spółki hutniczej na świecie ogłosił bez konsultacji z jej kierownictwem, ale oferta ma charakter przyjazny. Mówi, że reakcje polityków go nie przestraszyły. Wczoraj zresztą nieco złagodniały, bo francuski minister gospodarki i finansów Thierry Breton wypowiadał się w innym niż wcześniej tonie. Powiedział, że w świecie biznesu przejmowanie spółek to rzecz normalna, a tym razem mamy do czynienia z firmą europejską mającą siedzibę w Holandii, która chce przejąć spółkę z Luksemburga. Zaapelował o rozsądek.
Najważniejsza jest postawa akcjonariuszy Arcelora. Są też wśród nich rządy Luksemburga i Belgii, łącznie dysponujące 7,9-proc. pakietem walorów. Nie wiadomo, jak zachowają się Belgowie (2,3%), którzy decyzję podejmą po wysłuchaniu opinii doradcy. Mittal twierdzi, że jego plan popierają inwestorzy instytucjonalni, ale nie jest znana ich siła.
Bloomberg, Reuters,