O tym, że nieopodal polskiej granicy powstanie rafineria o mocy przerobowej kilkunastu mln ton rocznie, gubernator Obwodu Kaliningradzkiego Georgij Boos mówił już w połowie grudnia ub.r. Wówczas deklarował, że projekt zrealizuje pięć rosyjskich firm: Gazprom, Sibnieft, Rosnieft, Tatnieft oraz Łukoil. - W inwestycji chce wziąć udział wielu graczy, w tym również inwestorów zagranicznych - powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej w Moskwie G. Boos. - Są też i tacy, którzy są bardzo przeciwni budowie tej rafinerii - dodał cytowany przez agencję Rosbałt gubernator.
Bardzo poważna konkurencja
Według niego, stworzenie w środku Europy wielkiego zakładu przerabiającego ropę, który otrzymuje surowiec po niskich cenach (jakie obowiązują w Rosji) oznacza pojawienie się bardzo poważnej konkurencji. - Dlatego nie wszyscy gracze obecni na tym rynku chcą, aby taka rafineria powstała - podsumował G. Boos.
Zarówno polscy, jak i rosyjscy analitycy wskazują, że kaliningradzka rafineria stanowiłaby konkurencję przede wszystkim dla naszych firm: Orlenu i Grupy Lotos. Naturalnym rynkiem zbytu dla zlokalizowanego tak blisko granic Unii Europejskiej zakładu byłaby bowiem Polska i kraje nadbałtyckie. - Na konkurencyjną przewagę nowej rosyjskiej rafinerii może mieć wpływ nie tylko cena surowca, ale także to, że nie będzie ona musiała spełniać norm ekologicznych, jakie obowiązują w UE - uważa ekspert paliwowy Andrzej Szczęśniak.
Determinacja Rosjan