Oczekiwano, że Arcelorowi z odsieczą pospieszy japoński Nippon Steel, numer trzy na światowym rynku stali, który z nim już wcześniej współpracował. W ten sposób mający siedzibę w Luksemburgu koncern uniknąłby przejęcia przez Mittal Steel. - W branży biały rycerz nie istnieje, i nie wierzę, że istnieje wśród inwestorów finansowych - stwierdził Guy Dolle w wywiadzie dla piątkowego "Les Echos". Podkreślił, że raczej niemożliwy jest alians między Arcelorem i Nippon Steel na podobieństwo zawartego w branży samochodowej przez Renaulta i Nissana. Krzyżowa wymiana papierów nie wchodzi w grę ze względu na różne wskaźniki rynkowe dla akcji obu koncernów. To nie służyłoby inwestorom.

W piątek Dolle miał szansę spotkać się z Lakshmi Mittalem, twórcą potęgi Mittal Steel, podczas odbywającej się w Paryżu konferencji branży stalowej. Dziennikarze nie dowiedzieli się jednak, czy do rozmów doszło. - Chciałbym podkreślić, że Arcelor nie otrzymał żadnego projektu dotyczącego współpracy przemysłowej z Mittal Steel - napisał jedynie Guy Dolle w komunikacie. - Jeśli Mittal Steel chce przedstawić taki projekt, zajmie się nim rada nadzorcza Arcelora, zgodnie z zasadami ładu korporacyjnego - dodał. Choć zaznaczył, że wciąż ostro sprzeciwia się ofercie Mittala jako niespełniającej oczekiwań akcjonariuszy, inwestorzy odebrali komunikat jako zmianę tonu na bardziej łagodny.

Sporo obserwatorów uważa, że ostatecznie Arcelor i tak zostanie kupiony przez Mittala. - Myślę, że Mittal dopnie swego - stwierdził Jean-Noel Vielle, zarządzający z funduszu KBL Gestion w Paryżu. - Mittal, chcąc zwiększyć presję na Arcelor, może podnieść cenę. Pod to gra rynek - dodał. W piątek notowania Arcelora wzrosły o ponad 3% i dobiły już do 30,5 euro. To cena wynikająca z konstrukcji oferty Mittal Steel. Ogółem Mittal daje 18,6 mld euro w gotówce i akcjach.

Reuters, Bloomberg