Po piątkowym naruszeniu wsparcia wczoraj nie było żadnych śladów. Już na początku sesji handel odbywał się znacznie wyżej. Kolejne godziny przynosiły coraz wyższe poziomy cen. Wzrost w końcówce był już tylko zwieńczeniem takiego przebiegu sesji. Patrząc na sam wykres cen, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z poważnym kontratakiem popytu w celu obrony poziomu wsparcia.
Rzeczywistość nie wygląda jednak tak jednoznacznie. Wzrost cen faktycznie wygląda ciekawie, ale wystarczy spojrzeć na inne wielkości i sprawa zdecydowanie się komplikuje. Niski obrót w czasie zwyżki rzadko nie był przeszkodą w jej kontynuacji. Zwykle niska aktywność jest często sygnałem ostrzegawczym, że ruch ma małe szanse, by trwać dłużej. Wczorajsze zachowanie liczby otwartych kontraktów też wprowadza mały zamęt. W pierwszej połowie sesji zwyżce towarzyszyła spadająca LOP. Po południu było już trochę lepiej, ale nie można powiedzieć, by wzrost był głównie wynikiem popytu oczekującego mocnego ruchu cen.
Oczywiście, za bykami stoi kierunek trendu. Ten, po tym jak utrzymało się wsparcie w okolicy dołka z połowy stycznia br., bezapelacyjnie jest nadal wzrostowy. Przynajmniej za taki powinien być na razie uważany, gdyż nie ma sygnałów jego zmiany. Za wzrostem przemawiają też dość marne nastroje, które sygnalizowane są przez ujemną bazę.
Jak zatem podejść do tego układu? Wydaje się, że wczorajszy wzrost ma małą szansę na kontynuację, co może wkrótce zaowocować spadkiem cen w kierunku poziomu wsparcia. Ujemna baza zaś wskazuje, że spadek nie będzie miał wielkiego potencjału, a zatem wsparcie się prawdopodobnie obroni. Dopiero po takim krótkim spadku rynek będzie gotów do powrotu do trendu. Na to chyba będzie trzeba poczekać kilka dni.