Analitycy z ING zbierają dane dotyczące cen koszyka wybranych dóbr w kilkudziesięciu miastach na całym świecie. Na tej podstawie tworzą ranking najtańszych i najdroższych krajów. - Polska oddala się od państw Europy Środkowej - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. W III kwartale zeszłego roku ceny w Polsce, na Węgrzech, w Czechach czy na Słowacji były wyrównane. - Teraz sytuacja się zmieniła. Złoty został w tyle pod względem aprecjacji w stosunku do innych walut regionu. Poza tym, inflacja u nas jest bardzo niska. W efekcie Polska stała się najtańszym krajem. W regionie wyprzedza nas tylko Ukraina - informuje M. Szczurek. Wynika z tego, że złoty może się jeszcze umocnić. Teoretycznie, w ciągu najbliższych czterech lat możliwy jest spadek kursu euro do 3,5 zł (wczoraj 3,82 zł). - Taki poziom możemy osiągnąć już za miesiąc - dodaje ekonomista.

W opinii analityków z ING, mimo ostatniego wzrostu wartości kredytów zaciąganych przez gospodarstwa domowe, poziom ich zadłużenia nie stanowi zagrożenia dla systemu bankowego. W Polsce zadłużenie przedsiębiorstw i osób fizycznych wynosi ok. 30-40% PKB, podczas gdy w takich krajach, jak USA, Holandia, Wielka Brytania czy Chiny sięga 160% PKB. - Wzrost udziału w Polsce nawet do 100% PKB przy jednoczesnym kontynuowaniu ożywienia gospodarczego nie stanowiłby problemu, zwłaszcza że kredyty mogą finansować inwestycje oraz konsumpcję indywidualną - twierdzi Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego. Jego zdaniem, gwarantem bezpieczeństwa jest również duży udział zagranicznych inwestorów w polskim systemie bankowym, który w całym regionie wynosi ok. 70%.

Analitycy z ING przewidują, że zadłużenie Polaków będzie nadal rosnąć. Sprzyjają temu spadek stóp procentowych, szybki wzrost gospodarczy oraz stosunkowo niskie ceny nieruchomości na tle "starej" UE. Udział kredytów hipotecznych w PKB w najbliższych latach może zwiększyć się dwu- a nawet trzykrotnie, z obecnego poziomu 6% (dane za III kw. 2005 r.). W Irlandii i Hiszpanii wskaźnik ten wynosi aż 53% PKB.

W ocenie M. Szczurka, rozwój polskiej gospodarki nie jest w zbyt dużym stopniu uzależniony od cen ropy i gazu. Wzrost cen baryłki ropy o 20 USD przekłada się na spadek naszego PKB o 1,1%, a wzrost cen gazu o 2 USD za metr sześcienny przekłada się na spadek PKB rzędu 0,2-0,3%.