Nie tylko kłopoty z przetrwaniem na rynku decydują o tym, że firmy podejmują decyzję o zmianie branży. Czasem na giełdzie zdarzają się bąble spekulacyjne, które wynoszą kursy, na całym rynku albo jego części, do bardzo wysokich poziomów. Inwestorzy gotowi są wtedy płacić za akcje znacznie więcej niż wynika to z wyników finansowych - zwracają uwagę tylko na pozytywne aspekty sytuacji i perspektywy rozwoju. Wysoki poziom wycen i mało krytyczne podejście inwestorów może skłaniać spółki do sięgnięcia po ich pieniądze. Przypadek Getinu jest jeszcze inny - pomysł na nową działalność miał Leszek Czarnecki, główny udziałowiec firmy, który wcześniej zasłynął sprzedażą udziałów leasingowego EFL (Europejskiego Funduszu Leasingowego) za prawie 1 mld zł francuskiej Credit Agricole.
Akceptacja dla zmian, które zachodzą w Getinie, wyraża się wzrostem kursu walorów i udziałem inwestorów w nowych emisjach spółki. W ostatnich dwóch latach, dzięki trzem dużym emisjom, spółka zebrała z rynku 950 mln zł. Na koniec zeszłego roku w portfelach Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) były papiery Getinu za 411 mln zł. Więcej OFE zainwestowały tylko w 12 spółek. Podobną drogą podąża Alchemia. Tutaj również najważniejszym "aktywem" spółki jest główny udziałowiec - Roman Karkosik. Na razie zbudował grupę chemiczną wokół Boryszewa, którego akcje od marca uwzględniane będą w wyliczaniu indeksu WIG20. W tym wypadku sukces również został "klepnięty" przez OFE, które kupiły ponad 6% akcji. Do Alchemii na razie podchodzą bardzo ostrożnie - na koniec roku miały papiery warte ledwie 7,1 mln zł.
Firmy, które zmieniły przedmiot działalności pod wpływem runu na spółki zaawansowanych technologii (dotarł na warszawską giełdę w drugiej połowie 1999 r. i zakończył się w marcu 2000 r.) nawet nie zbliżyły się do osiągnięć Getinu i Alchemii. Próba zaistnienia w branży TMT dla 4Media i Murawskiego zakończyła się klęską, IB System niedawno zakończył emitowanie akcji dla wierzycieli, FON praktycznie zaprzestał działalności. Jedynie Internet Group podąża zapoczątkowaną przed kilkoma laty drogą, ale wyniki finansowe nie uprawniają do ogłoszenia sukcesu. Szczególny przypadek stanowi 7bulls, który po nieudanej przygodzie z tworzeniem i serwisowaniem linuksowego oprogramowania, wrócił do branży samochodowej. Trwający dwa lata eksperyment nie przyniósł ani przychodów, ani zysków. Sprawił natomiast, że kapitał własny 7bulls spadł z 64 mln zł na koniec 1999 r. do 14 mln zł na zakończenie 2002 r. W tym czasie zobowiązania firmy wzrosły z 25 do 51 mln zł. Destrukcyjny wpływ przygody z zaawansowaną technologią dał o sobie znać już po jej zakończeniu - w lipcu 2003 r. kurs akcji spadł do 1,43 zł, co sprawiło, że wartość rynkowa całej firmy znalazła się poniżej 20 mln zł.
7bulls jest interesujący także dlatego, że w momencie zmiany branży kondycja firmy była dobra. Wprawdzie sprzedaż spadała, ale wynik operacyjny był zdecydowanie dodatni. Wartość rynkowa firmy na koniec lipca 2000 r. wynosiła 667 mln zł.
Najbardziej spektakularnym i bolesnym dla akcjonariuszy przypadkiem były 4Media. Żonglowanie deklaracjami i obietnicami oraz nowe emisje akcji, wydawane w zamian za majątek przejmowanych spółek sprawiły, że do gry wciągnięto liczne grono inwestorów. Historia firmy dopiero teraz dobiega końca - w październiku 2005 r. uprawomocnił się wyrok sądu cywilnego w sprawie odszkodowania od menedżerów 4Media. Wojciech Kreft i Dariusz Kaszubski mają wypłacić 103 inwestorom ponad 2,2 mln zł.