We wzajemnych stosunkach rządu i koncernu Jukos, który jest właścicielem większościowego pakietu akcji Możejek, panuje całkowite niezrozumienie - twierdzi wileńska gazeta, powołując się na anonimowego członka rządu Litwy. Według cytowanego polityka, litewskie władze, dążąc do zagwarantowania rafinerii stabilnych dostaw ropy, postanowiły, że nie będą w ogóle rozmawiać z uczestnikami przetargu - Orlenem i kazachskim KazMunajGazem, a jedynie z Jukosem.
Rosjanie zarzucają rządowi w Wilnie, że nie zgadza się na sprzedanie im 21% akcji Możejek, przez co łamie postanowienia dwustronnej umowy. W tej sytuacji, zdaniem cytowanego przez "Lietuvos Rytas" członka rządu, prawdopodobne jest, że sprawa trafi do sądu lub arbitrażu międzynarodowego. Na taki scenariusz wskazywać mogą również ostatnie wypowiedzi litewskiego premiera Algirdasa Brazauskasa, który przyznał, że rząd usztywnił swoje stanowisko w negocjacjach z Jukosem.
Litewska telewizja LNK, nie powołując się na żadne źródła, podała z kolei, że jeśli władze nie dojdą do porozumienia z Jukosem, zdecydują się na wykupienie od koncernu akcji Możejek.
Zdaniem polskich analityków, spór między rządem w Wilnie a Jukosem będzie się prawdopodobnie toczył, bo Litwinom nie zależy na szybkiej sprzedaży. Coraz większe zamieszanie wokół litewskiej rafinerii zmniejsza szanse na jej zakup przez Orlen.
Złym prognostykiem dla płockiego koncernu może być również zapowiedź złożona w piątek przez dyrektora firmy TNK-BP Germana Chana. Powiedział korespondentowi agencji Rosbałt, że rosyjsko-brytyjski koncern jest "nastawiony na przejęcie Możejek za rozsądną, konkurencyjną cenę". Przypomnijmy, że TNK-BP był od początku faworytem litewskich władz i to właśnie jemu rząd w Wilnie najchętniej powierzyłby losy rafinerii.