Reklama

Na wzrost trzeba poczekać

Spójrz na korektę, a będziesz wiedzieć, co się dzieje z rynkiem. Siła odbicia po większym ruchu najczęściej daje dość dobre wskazanie, jaka jest kondycja obu obozów rynkowej gry. Właśnie obserwacja warszawskiego parkietu w ostatnim tygodniu pod kątem przebiegu korekty pozwala na wnioski, które w krótkim terminie nie są zbyt optymistyczne.

Publikacja: 13.02.2006 08:46

Ubiegły tydzień nie przyniósł przełomowych czy choćby średnio ważnych informacji, które można tu analizować pod kątem wpływu na giełdową koniunkturę. Głównym tematem tego tygodnia był fakt upływu 100 dni działalności rządu Kazimierza Marcinkiewicza i czynionych z tej okazji podsumowań pozytywnych (koalicja) lub negatywnych (cała reszta).

Dwie decyzje,

ale wyjdzie jak zawsze

Z tego też powodu niniejsza analiza będzie mieć głównie techniczny charakter, ale by nie pozostać monotematycznym, chciałem zwrócić uwagę na pewien paradoks, który wart jest wzmianki. W ciągu ostatnich kilku dni przedstawiono dwie propozycje, które mają duże szanse na realizację, a które bezpośrednio dotyczą rynku kredytów hipotecznych. Z jednej strony, rząd przedstawia program wsparcia przy zakupie mieszkań na kredyt. Nie wchodzę w szczegóły, bo już wiele na ten temat powiedziano. Efekt tego programu stoi pod dużym znakiem zapytania, ale załóżmy na chwilę, że faktycznie więcej osób będzie w stanie skorzystać z tego kredytu. Trzeba pamiętać, że podstawowym celem programu jest wysłanie impulsu do branży budowlanej i pobudzenie budownictwa mieszkaniowego. Nie wchodzę też w dyskusję, czy faktycznie pobudzanie strony popytowej jest najkorzystniejszym rozwiązaniem.

W tym samym czasie nadzór bankowy podejmuje działania, które mają na celu zmniejszenie wolumenu kredytów hipotecznych opartych na walutach obcych z frankiem szwajcarskim na czele. Tu też trwa dyskusja, czy faktycznie takie decyzje są podporządkowane szczytnemu celowi ochrony klientów przed nieświadomym przejmowaniem na siebie ryzyka kursowego, czy też jest to zawoalowana walka o udział w rynku kredytów hipotecznych. Jedno jest pewne, jeśli dzięki temu cena kredytów wzrośnie, to liczba osób mogących je zaciągnąć spadnie. W efekcie mamy sytuację, gdzie dwie niezależne instytucje podejmują działania, których spodziewany wynik jest przeciwny, co w najlepszym razie zaowocuje utrzymaniem status quo, jeśli chodzi o dynamikę przyrostu kredytów hipotecznych. Jedynymi wygranymi tego układu obu decyzji będą tylko duże banki detaliczne, które zwiększą swój udział w rynku kredytów hipotecznych ze względu na oparcie się w swojej działalności na kredycie złotowym (rząd wspomaga tylko kredyty złotowe), a to może mieć wpływ na koniunkturę branży bankowej w dłuższym terminie.

Reklama
Reklama

Ruchy pozorne

O gospodarce czy finansach publicznych w tygodniu "studniówkowym" nie rozmawiano zbyt dużo, bo faktycznie poza deklaracjami niewiele one zajmują miejsca w działaniach rządu. Pomińmy takie sukcesy obecnej ekipy, jak niska inflacja czy przyspieszający wzrost gospodarczy, a skupmy się na sprawach bardziej konkretnych. Ruszył program "Tanie państwo". Przyznam, że mam mieszane uczucia, czytając o tym, że nie zamierza się uszczuplać rzeszy urzędników pracujących w administracji, a "Tanie państwo" sprowadza się do ograniczeń w limitach używania telefonów oraz korzystania z samochodów służbowych.

Ma być podobno ogłoszony przetarg na jednego operatora telefonicznego dla całej administracji. Zastanawiam się jednak, po co to czynić, jak i tak już z góry wiadomo, kto ten przetarg wygra. Wiadomo, w jakich spółkach Skarb Państwa ma spory udział i czego te spółki są współudziałowcami. Mówi się też o jednym centralnym systemie komputerowym, co już jest hasłem na lata i to hasłem drogim, bo liczonym w setkach milionów złotych. Można więc odnieść wrażenie, że działania w celu obniżenia kosztów funkcjonowania administracji mają raczej charakter pozorny. Inna sprawa, że reforma finansów publicznych powinna się raczej skupić na dziedzinach typowo patologicznych, gdzie poziom wydatków zdecydowanie odbiega od choćby średniej europejskiej.

Lizanie ran

Spójrz na korektę, a będziesz wiedzieć, co się dzieje z rynkiem. Ta zasada, o której wspomina się tu dość często, jest przydatna zarówno wtedy, gdy obserwuje się rynek w długim, średnim jak i krótkim terminie. Siła odbicia po większym ruchu najczęściej daje dość dobre wskazanie, jaka jest kondycja obu obozów rynkowej gry. Właśnie obserwacja warszawskiego parkietu w ostatnim tygodniu pod kątem przebiegu korekty pozwala na wnioski, które w krótkim terminie nie są zbyt optymistyczne.

Cały ubiegły tydzień kursy na rynku wahały się w dość wąskim przedziale. Na wykresie cen kontraktów i wartości indeksu WIG20 została wykreślona mała konsolidacja. Fakt, że rynek nie jest w stanie mocniej odbić się po pamiętnym wtorkowym spadku, sygnalizuje, że potencjał zniżki jeszcze się nie wyczerpał. Wspomniana konsolidacja jest korektą tego jednodniowego spadku. Przez kolejnych osiem dni nie udało się bykom podnieść rynku ponad połowę dużej spadkowej czarnej świecy. Ruch boczny zamiast szybkiej próby negacji spadku sygnalizuje, że podaż nadal ma przewagę.

Reklama
Reklama

Fałszywe wybicie

O tej przewadze świadczy także inne zjawisko związane z analizą wykresów, które zaistniało w tym tygodniu. Obserwując zmiany cen na wykresach krótszych niż jeden dzień, na przykład godzinowych, można było zauważyć wyłaniający się charakterystyczny kształt znanej większości inwestorom formacji odwróconej głowy i ramion. Taki kształt wykresu dawał nadzieję na nieco większy wzrost cen, jaki mógłby mieć miejsce po wybiciu nad ostatnie lokalne (w skali godzinowej) szczyty. Wiadomo, że o formacji mówi się dopiero wtedy, gdy nastąpi wybicie ponad poziom linii szyi.

Dla tych, którzy powątpiewają w formację, pamiętając, że jest to narzędzie, które na rozwiniętych rynkach raczej nie jest wykorzystywane przez profesjonalistów, ważna jest sama konsolidacja i ewentualne wybicie z niej. Dla nich mało ważna jest struktura tejże konsolidacji, bo liczy się zatrzymanie ruchu i ewentualne wyjście poza obszar wyznaczany przez górne i dolne ograniczenie. Do takiego wybicia doszło w czwartek. Jak zawsze, przy każdym wybiciu z formacji (czy konsolidacji), by było ono uznane za istotne i miarodajne, powinno się zaobserwować skok obrotów.

We wspomniany czwartek nie dość, że obrót nie zwiększył się znacznie, to jeszcze ceny po krótkim przebywaniu nad linią wybicia (czy też górnym ograniczeniem konsolidacji), powróciły na jej poziom, by w końcówce sesji spaść jeszcze niżej, negując tym samym fakt wybicia. W ten sposób popyt okazał swoją słabość, nie mogąc utrzymać cen nad poziomem oporu. To zemściło się już w piątek, gdy ceny spadły, zbliżając się do dolnego ograniczenia konsolidacji.

Prawdopodobny spadek cen

Takie zachowanie cen każe przypuszczać, że po nieudanym ataku byków dojdzie do podobnej próby wybicia poza obszar konsolidacji, ale tym razem będzie to wybicie dołem. Otwartą kwestią pozostaje pytanie, jakie będą tego konsekwencje. Jest o tyle ważne, że właśnie zachowanie rynku po tym przypuszczalnym wybiciu będzie nam pomocne w określeniu, jakie są szanse na powrót do trendu wzrostowego.

Reklama
Reklama

Można tu rozpatrywać przynajmniej dwa mające największe szanse realizacji scenariusze. Pierwszy scenariusz to płytki spadek cen pod poziom minimum z 3 lutego, po którym ceny szybko skoczyłyby w górę. Świadczyłoby to o nadal silnym rynku w średnim i długim terminie i prawdopodobnym szybkim wyznaczeniu nowych rekordów hossy. Wtedy można by się doszukiwać na wykresie formacji rozszerzającego się trójkąta, ale, oczywiście, byłaby to raczej ciekawostka, niż wiarygodna podstawa podejmowanych decyzji.

Scenariuszem drugim (moim zdaniem, bardziej prawdopodobnym) jest nieco głębszy spadek cen, a tym samym definitywne zejście pod poziom dołka z połowy stycznia br. Jak pamiętamy, pokonanie tego poziomu powinno zapalić nam żółte światło ostrzegawcze, choć jeszcze nie byłby to sygnał zmiany trendu. Głębszy spadek mógłby sprowadzić ceny kontraktów, czy też wartość indeksu, w okolice kolejnego wsparcia, jakim jest dołek z początku roku. Dalszy spadek można by już odebrać jako zmianę trendu w średnim terminie. Nie przypuszczam, by taki sygnał miał się pojawić w najbliższym czasie.Zbyt duży strach

Myślę, że szczyt hossy jeszcze nie został wyznaczony. Poziom optymizmu na rynku jest zadziwiająco niski.

Owszem, na małych spółkach trwa właśnie szał aktywności, ale to jeszcze nie jest euforia. Wskazuje na to m.in. kilka artykułów, jakie się ostatnio ukazały w prasie, które z założenia mają ostrzegać przed wysokim ryzykiem inwestycji w akcje. Wspomina się krach z 1994 roku. Co ciekawe, pojawiły się także informacje, że fundusze inwestujące w akcje małych i średnich spółek przestają przyjmować nowe środki. Ogólnie można zauważyć wyczekiwanie na koniec hossy. Sam tego oczekuję, ale takie nastawienie publiczności raczej skłania mnie to twierdzenia, że to jeszcze nie koniec wzrostu.

Prawdopodobny spadek cen w najbliższym czasie może nieco przestraszyć graczy, ale raczej nie będzie to początek bessy. Piszę "raczej", bo w tej chwili określenie pojawienia się szczytu jest zadaniem trudnym, by nie powiedzieć graniczącym ze strzelaniem w ciemno. Ten strach, jaki może się pojawić, będzie rynkowi bardzo potrzebny. Wiara w trend zostanie zachwiana, co może tylko mu pomóc. Teraz jednak większość jest świadoma hossy, czego efekt widać na wykresie - kursy już nie rosną.

Reklama
Reklama

Linia trendu mało ważna

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden szczegół. Jeśli obecna korekta spadkowa (na razie takie mamy założenia - spadek jest korektą) będzie się przeciągać, a sam spadek będzie powolny, to w rezultacie zanim ceny zbliżą się do okolic lokalnego dołka z początku roku, może zostać naruszona linia trendu wzrostowego (linia ciągła na wykresie 1). Nie przejmowałbym się jednak tym za bardzo. Faktycznie jest to linia o bardzo stromym nachyleniu, co lepiej widać na wykresie 2. Takie linie mają bardzo małe znaczenie techniczne, gdyż ich przełamanie wcale nie musi oznaczać sygnału końca tendencji, a jedynie głębszą korektę. Takie fałszywe linie trendu, po przełamaniu których ceny i tak rosły, zostały zaznaczone kropkowaną linią.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama