Gdyby nie ostatnia godzina notowań, to wczorajszą sesję można by nazwać najnudniejszą na przestrzeni tygodni. Niska rozpiętość powoli usypiała. Jednak tuż przed 15.00 wszystko się zmieniło. Nastąpiło wybicie z tej konsolidacji, i to wybicie dołem. Mowa o konsolidacji w skali jednej sesji, bo mimo tego ruchu nadal przebywamy w zakresie znanym już od dwóch tygodni.
Wspomniane wybicie w ostatniej godzinie notowań sprowadziło nas w okolice dolnego poziomu dwutygodniowego trendu bocznego, ale i tym razem podaży zabrakło sił na zejście niżej. Zachowanie rynku w ostatnich dniach skłaniało do oczekiwania pogłębienia spadku. Kolejne próby zwyżki przy fatalnej aktywności nie były tym, czego oczekiwałby prawdziwy byk. Wczorajszy wzrostowy fixing wydaje się mało wiarygodny i nie przekonuje mnie zbytnio, ale nie ma co z rynkiem walczyć, tym bardziej że ruch jest zgodny w trendem.
Sytuacja jest ciekawa, bo część inwestorów już widzi formację głowy i ramion. Przyznam, że mocno bym się zdziwił, gdyby trend trwający grubo ponad 4 lata miał się skończyć tak wyraźnym sygnałem sprzedaży. Nie ma tak łatwo. Myślę, że jeszcze zobaczymy, co to znaczy kupować za wszelką cenę.
Co do dzisiejszej sesji, to mamy tu poważną niewiadomą (precyzyjniej: ja ją mam w chwili pisania tekstu) w postaci reakcji po wypowiedzi nowego szefa Fed Bena Bernanke. Rynek trochę obawiał się, że zostaną tam zawarte zdania, które będą potwierdzeniem kontynuacji trwającej obecnie sekwencji podwyżek stóp procentowych. Mam tylko uwagę, co się dzieje z rynkiem, gdy antycypuje zły scenariusz? Ile jeszcze może spaść, gdy ten scenariusz faktycznie się zrealizuje i jak się zachowa, gdyby nie było aż tak źle? Reakcja na zapowiedź kolejnych podwyżek stóp procentowych wcale nie musi być więc taka duża.