Wicelider światowego rankingu producentów stali wypłaci akcjonariuszom 768 milionów euro dywidendy, niemal dwa razy więcej niż przed rokiem.
Ta obietnica może zachęcić inwestorów do trzymania akcji i niesprzedawania ich Lakshmi Mittalowi, który 27 stycznia za kontrolę nad Arcelorem zaoferował 18,6 mld euro w gotówce i akcjach (75% wartości oferty) swojego koncernu. - Liczby Arcelora wyglądają wspaniale, kto teraz potrzebuje Mittala? - zastanawiał się wczoraj Stephen Pope, szef działu analiz w londyńskiej firmie Cantor Fitzgerald.
W ostatnim kwartale 2005 r. Mittal zarobił 550 mln euro (spadek o 58%), zaś w całym roku było to 2,83 mld euro (minus 28,4%). Arcelor ubiegly rok zakończył zyskiem netto 3,85 mld euro, wobec 2,31 mld euro w 2004 r. Wynik za IV kwartał powiększyły zyski podatkowe w wysokości 445 mln euro.
Inwestorzy pozytywnie zareagowali na wyniki Arcelora i w Paryżu kurs akcji tego największego konkurenta Mittal Steel na początku sesji wzrósł o 1,1%, do 30,12 euro. Od 27 stycznia walory podrożały o 36%.
1,20 euro dywidendy oznacza, że Arcelor zamierza przeznaczyć na ten cel około 20% zysku, co daje stopę dywidendy na poziomie 4%. Dla Mittala wskaźnik ten wynosi 0,9%. - Dywidenda jest normalna - tłumaczył Guy Dolle, prezes Arcelora, zapewniając, że nie jest ona elementem obrony przed Mittalem. - Naszą najlepszą obroną są wyniki finansowe - twierdzi ten zagorzały przeciwnik planów hinduskiego biznesmena. W wywiadzie dla francuskiej gazety "Le Figaro" Dolle powiedział, że gdyby za przejęcie Arcelora Mittal zaoferował wyłącznie gotówkę, obowiązkiem rady nadzorczej byłoby rozpatrzenie tej propozycji.