Reklama

Alchemik z Radżastanu

Stal zamienia w złoto, ale umie też wywołać burzę. Lakshmi Mittal, spokojny człowiek rodem z pustynnego Radżastanu w Indiach, zbulwersował wielu Europejczyków. Za 18,6 mld euro chce przejąć swojego głównego konkurenta Arcelor. Bez względu na to, jak zakończy się ta batalia, rozdrobnioną branżę czekają kolejne przejęcia. Konsolidacja jest nieuchronna, a Mittal odgraża się, że przeprowadzi to za wszelką cenę.

Publikacja: 18.02.2006 07:32

27 stycznia ogłosił swój plan, oferując udziałowcom Arcelora akcje koncernu Mittal Steel i gotówkę. Ze znaczną przewagą tych pierwszych, stanowiących aż 75% wartości oferty. Później postanowił odwiedzić zainteresowane kraje, by wyjaśnić sens tego projektu i ta kolejność nie zyskała aprobaty w Paryżu, Luksemburgu i Madrycie.

Gdzie jest projekt?

Cztery lata temu Arcelor, chluba europejskiego przemysłu, powstał w wyniku połączenia francuskiej firmy stalowej Usinor, hiszpańskiej Aceralii oraz luksemburskiego Arbedu. Dlatego rządy tych państw, a także Belgii, czują się uczestnikami gry podjętej przez hinduskiego potentata, jednego z najbogatszych ludzi na świecie.

Thierry Breton, były szef France Telecom (strategiczngeo akcjonariusza Telekomunikacji Polskiej), a dzisiaj minister gospodarki i finansów, poszedł na pierwszy ogień. W tym, co mówił mu Mittal, nie dopatrzył się sensownego projektu przemysłowego. Wyraził więc zatroskanie skutkami ewentualnej transakcji, ale powiedział, że jego rozmówca jest wolnym człowiekiem, w związku z czym może robić, co uważa za stosowne.

Mittal nie zyskał też przychylności w Madrycie i Luksemburgu. Rzeczowo do jego pomysłu obiecali ustosunkować się Belgowie, gdzie Arcelor ma na liście płac spore grono hutników, a prowincjonalny rząd Walonii jest posiadaczem 2,2-proc. pakietu akcji tej spółki. To, czy Belgowie sprzedadzą te walory, będzie zależeć od opinii doradcy.

Reklama
Reklama

Tymczasem Luksemburg, właściciel 5,6% akcji Arcelora, szykuje się do walki. Główną bronią ma być prawo. Przedstawiony parlamentowi projekt ustawy o przejęciach daje Arcelorowi, który ma siedzibę w tym księstwie, spore możliwości obrony przed Mittalem.

Perfumy i woda kolońska

Kierownictwo Arcelora jednogłośnie odrzuciło ofertę Mittala, którą potraktowało jako wrogie posunięcie. Prezes Guy Dolle próbował zdyskredytować konkurenta, wartość jego firmy, styl zarządzania i produkty. Jak na Francuza przystało, użył porównania rodem z branży kosmetycznej. Do kategorii hutniczych "perfum" zaklasyfikował produkty swojej firmy, Mittala zaś potraktował jak wodę kolońską. Zapachniało jednak głównie arogancją.

Mimo to Mittal, król polskiego rynku stali z ok. 70-proc. udziałem, wypowiedział wiele ciepłych słów pod adresem menedżerów Arcelora, pochwalił ich kompetencje, strategię oraz docenił pozycję geograficzną spółki, komplementarną wobec jego korporacji. Połączone firmy wzmocniłyby swoją dominację na świecie. Mittal jest mocny w Azji, Afryce i Ameryce Północnej, Arcelor zaś zakorzeniony jest w Europie i Ameryce Południowej, zwłaszcza w Brazylii. Nowa firma kontrolująca 10% światowego rynku stali mogłaby skuteczniej negocjować ceny z dostawcami rudy i odbiorcami swoich produktów. Dzisiaj mocniejsi są ci, którzy mają rudę. Ta branża jest bardziej skoncentrowana i łatwiej narzuca swoje warunki. Dlatego cena rudy żelaza dynamicznie rośnie.

Wprawdzie Guy Dolle kpi z Mittala, ale rynek docenił go. Od lutego 2002 r. (kiedy powstał Arcelor) kurs akcji Mittala notowanych w Amsterdamie wzrósł z 1,70 do 29,14 euro, natomiast walory Arcelora w tym okresie podrożały tylko dwukrotnie. Analitycy, spośród których spora grupa opowiada się za przejęciem Arcelora, zwracali uwagę na niedowartościowanie Mittala, gdyż jego C/Z na początku lutego wynosił 6, a dla Arcelora 10, przy średniej dla stalowni amerykańskich 12,6.

Odważna strategia Hindusa budzi jednak nie tylko podziw. Polega na zakupach stalowni w tarapatach i szybkim przekształcaniu ich w tanich, efektywnych producentów. Tak to przynajmniej odbywa się ostatnich kilku latach.

Reklama
Reklama

Prof. Elie Cohen z francuskiego uniwersytetu Daufine twierdzi, że Mittal skorzystał na wzroście cen stali i sporej dynamice rozwoju Chin. Wyżej ceni Arcelora ze względu na dużą wartość dodaną i uważa, że przyszłość należy do tej firmy, a Mittal będzie mieć kłopoty z powodu nadprodukcji w Azji. Cohen twierdzi, że przewagą Arcelora są kontrakty długoterminowe. Jeśli jednak operacSpadek cen wyrobów stalowych jednak już daje mu się we znaki. W 2005 r. wynik netto tego koncernu wyniósł 2,83 mld euro. Rok wcześniej, kiedy Mittal przeprowadził fuzję swoich firm LNM i Ispat, wynik finansowy całej grupy osiągnął 3,94 mld euro. Arcelor w tym czasie poprawił swoją kondycję, zwiększając zysk netto z 2,31 mld euro do 3,85 mld euro.

Wprawdzie Mittal zapewnia, że nie po to kupuje huty, by je zamykać, ale restrukturyzacja branży prawdopodobnie będzie wymagać dalszych redukcji zatrudnienia. Już przecież ogłosił, że do 2010 r. chce zmniejszyć zatrudnienie o 40 tys. etatów.

Kto myśliwym, a kto ofiarą

Główne problemy branży to nadmiar mocy produkcyjnych, cykliczność koniunktury i rozdrobnienie. Taki potentat jak Mittal Steel ma zaledwie 6-proc. udział, a drugi Arcelor 4-proc. Połączone firmy mogłyby produkować 115 mln ton stali rocznie, prawie cztery razy więcej niż łącznie Nippon Steel, JFE i Posco (30 mln ton).

W tej sytuacji nikt nie jest bezpieczny i każda firma może stać się obiektem przejęcia. A także myśliwym.

Analitycy zwracają uwagę na atrakcyjność US Steel, której zakup (rozważany też przez Arcelora) umożliwi dostęp do takich kontrahentów, jak amerykańscy producenci aut.

Reklama
Reklama

Na liście najbardziej wartościowych celów przejęć znalazły się też inne firmy amerykańskie: Nucor, AK Steel i Steel Dynamics. Główne atrakcje na niemieckim rynku to ThyssenKrupp i Salzgitter. Wartościowymi kąskami są też brytyjsko-holenderski Corus oraz japońskie Nippon Steel i JEF Holdings.

Rynek rosyjski jest atrakcyjny, ale trudno dostępny dla zewnętrznych graczy. Chroni go Kreml. Możliwe są natomiast, przynajmniej teoretycznie, przetasowania z udziałem wyłącznie krajowych potentatów. Ataku z wewnątrz mogą się nie obawiać kontrolowane przez oligarchów takie firmy jak Evraz czy Siewierstal.

Andriej Litwin, analityk w MDM Bank (Moskwa) twierdzi, że rosyjskie spółki będą nadal poszukiwać interesujących obiektów zagranicznych do przejęcia.

Dla hutnictwa nastały ciekawe czasy, ale nie wiadomo, jak długo potrwają. Na razie branża jest w stanie wrzenia. Dzięki Mittalowi akcje wielu firm znacząco wzrosły, a giełdowi inwestorzy sporo zarobili. Analitycy przestrzegają jednak, że gra jest ryzykowna, gdyż ceny stali mogą szybko spaść i atrakcyjność sektora zmaleje. Z tego powodu niektóre firmy zarządzające aktywami nie mają w swoich portfelach akcji spółek stalowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama