27 stycznia ogłosił swój plan, oferując udziałowcom Arcelora akcje koncernu Mittal Steel i gotówkę. Ze znaczną przewagą tych pierwszych, stanowiących aż 75% wartości oferty. Później postanowił odwiedzić zainteresowane kraje, by wyjaśnić sens tego projektu i ta kolejność nie zyskała aprobaty w Paryżu, Luksemburgu i Madrycie.
Gdzie jest projekt?
Cztery lata temu Arcelor, chluba europejskiego przemysłu, powstał w wyniku połączenia francuskiej firmy stalowej Usinor, hiszpańskiej Aceralii oraz luksemburskiego Arbedu. Dlatego rządy tych państw, a także Belgii, czują się uczestnikami gry podjętej przez hinduskiego potentata, jednego z najbogatszych ludzi na świecie.
Thierry Breton, były szef France Telecom (strategiczngeo akcjonariusza Telekomunikacji Polskiej), a dzisiaj minister gospodarki i finansów, poszedł na pierwszy ogień. W tym, co mówił mu Mittal, nie dopatrzył się sensownego projektu przemysłowego. Wyraził więc zatroskanie skutkami ewentualnej transakcji, ale powiedział, że jego rozmówca jest wolnym człowiekiem, w związku z czym może robić, co uważa za stosowne.
Mittal nie zyskał też przychylności w Madrycie i Luksemburgu. Rzeczowo do jego pomysłu obiecali ustosunkować się Belgowie, gdzie Arcelor ma na liście płac spore grono hutników, a prowincjonalny rząd Walonii jest posiadaczem 2,2-proc. pakietu akcji tej spółki. To, czy Belgowie sprzedadzą te walory, będzie zależeć od opinii doradcy.