Reklama

Odbicie od dołka

Po gwałtownej wyprzedaży na przełomie stycznia i lutego, WIG20 ustabilizował się w okolicy 2800 pkt. Przedłużający się trend boczny może być zapowiedzią raczej powrotu trwalszych zwyżek niż pogłębienia spadków w perspektywie nadchodzących tygodni.

Publikacja: 18.02.2006 07:38

Rynki walutowy i obligacji są wciąż pod wrażeniem niskiej inflacji. W styczniu roczny wskaźnik wzrostu cen w gospodarce wyniósł zaledwie 0,7%, podczas gdy analitycy prognozowali 0,9%. Z punktu widzenia rynku akcji sama inflacja nie ma jednak decydującego znaczenia. Bardziej istotne jest to, co za nią stoi - słaby popyt krajowy (będący objawem kiepskiej koniunktury) czy może czynniki związane z podażą (np. niskie ceny żywności wynikające z nadmiaru produktów).

Inflacja na drugim planie

Poszukiwanie zależności między inflacją i cenami akcji w przeszłości jest o tyle trudne, że dopiero ostatnie kilka lat przyniosło w miarę ustabilizowany wskaźnik inflacji, porównywalny z rozwiniętymi gospodarkami. Niemniej można zauważyć kilka zależności. W ostatnich 10 latach długoterminowy trend inflacji zmieniał się cztery razy. Dwukrotnie zanotowano dołki inflacji - pierwszy raz na przełomie lat 1998-1999 i drugi w kwietniu 2003 r., kiedy to istniało realne zagrożenie deflacją (roczny wzrost cen wyniósł zaledwie 0,3%). Nie przypadkiem właśnie w obu tych momentach rozpoczęła się długotrwała hossa na rynku akcji. W obu tych przypadkach przez cały okres hossy towarzyszył jej wzrost inflacji. Zwyżki na rynku akcji zakończyły się (lub mocno wyhamowały) na kilka miesięcy przed punktem zwrotnym wskaźnika cen.

Pod tym względem od ponad roku mamy dość nietypową sytuację. Hossie nie towarzyszy szybszy wzrost cen w gospodarce (który byłby odzwierciedleniem silnego popytu krajowego), a wręcz przeciwnie - rekordowo niska inflacja. Warto zauważyć, że podobna sytuacja wystąpiła do tej pory tylko raz i w nieco innych okolicznościach - w 2002 r., kiedy WIG20 odbił się po długotrwałej bessie. Obecnie wszystko zależy od tego, czy wraz z inflacją nie zacznie spadać tempo wzrostu gospodarczego, a zwłaszcza produkcji przemysłowej, która jest jednym z najsilniej związanych z kursami akcji czynnikiem. Jeżeli do tego dojdzie, to kontynuacja hossy będzie niemożliwa.

Najgorsze za nami?

Reklama
Reklama

Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja jest niejednoznaczna. Z jednej strony faktem jest, że WIG20 pozostaje w średnioterminowym trendzie spadkowym, zapoczątkowanym w końcu stycznia. Z drugiej strony od dwóch tygodni utrzymuje się krótkoterminowy trend boczny o rozpiętości prawie 100 pkt. Nastroje zmieniają się z dnia na dzień. Odległość od dołka trendu z 3 lutego na wysokości 2761 pkt (3,6%) jest mniej więcej taka sama jak dystans, jaki indeks blue chips musiałby pokonać, aby dotrzeć do styczniowego maksimum na wysokości 2954 pkt (3,3%). To właśnie ta rozbieżność trendów w średnim i krótkim okresie powoduje, że trudno prognozować dalszy kierunek zmian indeksu.

Piątkowa zwyżka oddala najbardziej pesymistyczny scenariusz. Istniało bowiem zagrożenie, że WIG20 wybije się w dół ze zniżkującego trójkąta, obejmującego ostatnie trzy tygodnie. Spadek poniżej dołka z 3 lutego oznaczałby pełne ukształtowanie się tej niekorzystnej formacji. Równocześnie zapowiadałby dalszą zniżkę indeksu w nadchodzących tygodniach - nawet poniżej 2600 pkt. W piątek byki zdołały jednak obronić się przed tymi niekorzystnymi rozstrzygnięciami. Dzięki pokaźnej zwyżce WIG20 naruszył górne ramię trójkąta, tym samym stawiając kontynuację tej formacji pod znakiem zapytania. Oczywiście fakt ten nie oddala jeszcze całkowicie ryzyka w postaci przebicia wspomnianego lutowego dołka (2761 pkt).

Oscylator daje nadzieję

Przed dwoma tygodniami pisałem, że podobne korekty w ostatnich latach były dobrą okazją do kupowania akcji. Na razie wiele wskazuje, że i tym razem teza ta może się obronić. Zdecydowanie przeciwko dalszym spadkom przemawia dotychczasowa historia hossy z ostatnich trzech lat. Za każdym razem kiedy dochodziło do przeceny WIG20 o kilkanaście procent, zaczynała się ona od dwóch tygodni spadków. Tymczasem obecnie zdecydowanie spadkowy był tylko pierwszy tydzień, później przyszło uspokojenie.

Jednym z najmocniejszych argumentów za zakończeniem spadków jest niski poziom tygodniowego szybkiego oscylatora stochastycznego. W ostatnich tygodniach wskaźnik ten przebył drogę od skrajnego wykupienia do strefy wyprzedania. Na wykresie widać, że w przeszłości był to niemal niezawodny sygnał nadchodzącego odbicia i powrotu do trendu wzrostowego.

Jakie warunki powinny zostać spełnione, by można było mówić o zakończeniu trendu spadkowego? Kluczową barierą dla zwyżki jest obecnie górna granica dwutygodniowej konsolidacji. Biorąc pod uwagę kursy zamknięcia, została już pokonana - znajdowała się na wysokości 2853 pkt. Niewiele brakuje do przebicia oporu, biorąc pod uwagę kurs intra-day (2863 pkt). Ta druga wartość wydaje się tym bardziej istotna, że znajduje się niemal w połowie czarnej świecy z pamiętnego 31 stycznia (kiedy notowania KGHM zanurkowały o 12,6%).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama