Giełdowe firmy coraz częściej sięgają po emisje akcji sprzedawanych po przysłowiowej złotówce - po cenie nominalnej lub niewiele wyższej. Oznacza to, że oferują inwestorom nowe walory znacznie taniej niż wynosi rynkowy kurs notowanych już papierów.
W ślady Alchemii?
Najnowsze przykłady spółek przeprowadzających takie emisje to Gant i Próchnik. Do taniego sprzedawania akcji mogły zapewne zachęcić ubiegłoroczne sukcesy Alchemii. Spółka pierwszy raz przeprowadziła tanią emisję w maju ub.r. (po 3 zł). Akcje sprzedały się jak świeże bułeczki. To skłoniło Alchemię do kolejnej emisji po jeszcze niższej cenie - 1,3 zł. Jak wynika z naszego podsumowania, z największej sprzedaży tanich papierów w ubiegłych czterech latach zasłynął Getin. W marcu 2004 r. sprzedał walory warte ponad 330 mln zł. Pieniądze posłużyły do przejęcia Górnośląskiego Banku Gospodarczego. Była to kwota nawet kilkanaście razy wyższa od wartości innych tanich emisji.
Tanie akcje w pierwszej kolejności oferowane są dotychczasowym akcjonariuszom w ramach prawa poboru. Bez tego przywileju mogliby oni poważnie stracić na całej operacji - spadłby ich udział w głosach i zyskach spółki. Przy tanich emisjach liczba nowych papierów, jaką inwestorzy mogą nabyć, przypadająca na każdą starą akcję, waha się zazwyczaj od 2 do 4. Do rekordzistów należał Mieszko, który dwa lata temu oferował aż 5 nowych walorów na każdy stary.
Dlaczego spółki decydują się na sprzedaż tanich walorów, zamiast oferować je po cenie zbliżonej do rynkowej? Odpowiedź jest prosta - taka konstrukcja oferty niemal gwarantuje powodzenie emisji. Przeanalizowaliśmy osiem ofert akcji "po złotówce", przeprowadzonych do końca ub.r. W każdym przypadku firmom udało się sprzedać wszystkie walory. Najczęściej zapisom towarzyszyła spora nadsubskrypcja, a do wyjątków należały sytuacje, gdy spółki nie sprzedały wszystkich akcji w ramach prawa poboru i musiały to robić w ramach zapisów dodatkowych. Możliwe, że gdyby te same przedsiębiorstwa próbowały sprzedawać swoje papiery po cenie zbliżonej do rynkowej, nie udałoby im się zdobyć kapitału. - Praktycznie jest to jedyny sposób na pozyskanie pieniędzy przez spółki, którymi interesuje się kapitał spekulacyjny lub firmy, które są w trudnej sytuacji finansowej - zauważa Rafał Abratański, wiceprezes domu maklerskiego IDMSA, który pośredniczył w niedawnej ofercie akcji Swarzędza. - Spółki, które prowadzą ofertę po niskiej cenie, zazwyczaj są małe i słabe, dlatego też nie znajdują się w naszym kręgu zainteresowań - dodaje Marek Sojka, główny strateg OFE PZU Złota Jesień.