Reklama

Ekspansja nie będzie łatwa

Giełdowi eksporterzy są rozczarowani "rozwodnieniem" dyrektywy liberalizującej usługi w Unii Europejskiej. Zniesienie barier przydałoby się najbardziej firmom, które szukają swojej szansy na nowych rynkach.

Publikacja: 20.02.2006 08:36

W czwartek Parlament Europejski uchwalił przepisy liberalizujące unijny rynek usług (tzw. dyrektywa Bolkensteina). Pod naciskiem związków zawodowych z krajów Europy Zachodniej deputowani zrezygnowali jednak z klauzuli kraju pochodzenia. Umożliwiała ona firmom świadczenie usług w innych państwach UE na podstawie przepisów kraju rodzimego. Z zakresu dyrektywy wykluczono także wiele sektorów - m.in. niekomercyjne usługi użyteczności publicznej, usługi audiowizualne, zdrowotne, agencje pracy tymczasowej i usługi transportowe. Ograniczeniu uległa także projektowana swoboda delegowania pracowników na kontrakty.

Dlaczego

nie poszli dalej?

Polscy eksporterzy przyznają, że głębsza liberalizacja rynku usług bardzo by się przydała. - Kiedy wykonujemy np. kontrakt we Francji, podlegamy tamtejszemu kodeksowi pracy i tamtejszemu układowi zbiorowemu. Dla mnie to obce przepisy, których nie negocjowałem, ani na które nie mam wpływu. Zasada kraju pochodzenia ten problem mogłaby rozwiązać - przyznaje Marian Bogucki, wiceprezes Zakładów Remontowych Energetyki Warszawa, spółki, w której prawie 48,3% udziałów ma giełdowy Polimex--Mostostal Siedlce. ZREW prowadzi prace montażowo-remontowe w kilku krajach UE (Francja, Szwecja, Hiszpania, Holandia).

- Dla naszej firmy dyrektywa nie oznacza być albo nie być na europejskich rynkach. Krajowe uprawnienia wyspecjalizowanych pracowników do montażu kotłów stają się podobne do siebie. Spółka zdobyła pewną renomę. Coraz częściej pojawia się jednak wymóg płacenia pracownikom delegowanym z Polski tyle, ile wynosi pensja na lokalnym rynku, co zwiększa nasze koszty - dodaje Marek Brejwo, prezes opolskiego Remaku, firmy montującej kotły. 86% przychodów spółki to eksport (firma działa m.in. w Niemczech, Austrii i Holandii).

Reklama
Reklama

Budowlańcy

wciąż limitowani

Złagodzony kształt dyrektywy komplikuje także życie firmom stricte budowlanym. - I tak już wysyłanie polskich pracowników jest trudne z uwagi na okresy przejściowe stosowane przez większość krajów, a obejmujące m.in. usługi budowlane - przyznaje Stanisław Puzio, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa. - Niemniej jednak dyrektywa ułatwić może ubieganie się o kontrakty tam, gdzie polski wykonawca usług musiał dotychczas uzyskiwać stosowne dopuszczenia do wykonywania robót - dodaje. Tak jest np. na rynku austriackim, gdzie zamawiający musi udowodnić, że wybór polskiej firmy nie zaszkodzi lokalnemu rynkowi pracy. - Duzi eksporterzy przez 10-15 lat musieli nauczyć się radzić sobie z obostrzeniami. Liberalizacja rynku ułatwić może teraz wejście na nowe rynki mniejszym podmiotom - uważa S. Puzio. Część firm czeka jednak z oceną na zakończenie prac nad dyrektywą (Komisja Europejska przygotuje jej nową postać najpóźniej w kwietniu, przewidziana jest także 2-letnia vacatio legis). - Obecnie zapisy dotyczące swobody świadczenia usług są w naszej opinii na tyle niejednoznaczne, że czekamy z ich oceną do momentu wejścia dyrektywy w życie i jej zastosowania w poszczególnych krajach Unii - przyznaje Justyna Banek, rzecznik prasowy Kopeksu, spółki drążącej szyby górnicze i dostawcę maszyn m.in. do Hiszpanii czy Niemiec.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama