- Trudno mi wypowiadać się na temat planów pani Sjoeblom. Nie pytaliśmy żadnego z akcjonariuszy, czy zamierza obejmować akcje nowej emisji - powiedział nam Mikołaj Habit, do końca lutego członek zarządu legnickiej spółki. Od kilku dni nie wypowiada się już w imieniu skierniewickiej inwestorki. E. Sjoeblom - pomysłodawczyni nowej emisji akcji po 2 zł, podwyższającej kapitał zakładowy Ganta od 50 do 200%, kilka dni temu poinformowała, że w Próchniku ograniczy się do objęcia przysługujących jej akcji, choć wcześniej zapowiadała, że kupi też papiery nie objęte przez innych akcjonariuszy. W spółce tej jest jedynym znaczącym udziałowcem (kontroluje 14,2% kapitału).
W Budopolu Wrocław, w którym również była poważnie zaangażowana, skończyło się na planie podwyższenia kapitału. Po ujawnieniu pobudzających wyobraźnię inwestorów projektów uchwał E. Sjoeblom wyprzedała papiery wrocławskiej spółki. Na NWZA, które miało przegłosować emisję, nawet się nie pojawiła. Zarobiła na zamieszaniu kilka milionów złotych.
Kupi czy nie kupi?
A co może stać się w Gancie? W tym przypadku bardzo kuszące jest choćby częściowe zrealizowanie zysku ze sprzedaży praw poboru. Skierniewicka inwestorka nabywała akcje Ganta po 1-3 zł. Mogła więc wydać na 753,6 tys. walorów (blisko 31% kapitału, 15,5% głosów) ok. 1,5 mln zł. Przy poniedziałkowym kursie 17,25 zł, wartość prawa poboru można by szacować na 6,6 zł (jedna akcja daje prawo do zakupu dwóch nowej emisji). Wystarczy sprzedaż 220 tys. praw poboru, by zwróciły się pieniądze wydane na zakup akcji. I to w sytuacji, gdy papiery spółki zostały znacząco przecenione. Kurs Ganta spadł w ciągu miesiąca o ponad połowę. Rekord wszechczasów osiągnął 17 stycznia, kiedy jeden walor kosztował 39,5 zł. Szaleństwo zakupów było spowodowane datą ustalenia prawa poboru przypadającą na 2 lutego.
Prospekt do poprawy