Wczoraj inwestorzy najwyraźniej zaczęli wątpić w trwałość zwyżki wywołanej poniedziałkowym wybiciem w górę z krótkoterminowej konsolidacji. Po optymistycznym otwarciu WIG20 zaczął tracić i zamknął się na niewielkim minusie. Taki rozwój wydarzeń niczego jeszcze nie przesądza. Sytuacja wciąż bardziej sprzyja bykom. Nie został jeszcze wyczerpany potencjał wzrostowy wynikający z szerokości wspomnianej konsolidacji trwającej od początku lutego. Jej szerokość wynosiła 109 pkt (biorąc pod uwagę kursy intra-day). Na taką właśnie wartość można szacować zwyżkę będącą efektem wybicia. Oznacza to, że WIG20 powinien sięgnąć przynajmniej 2970 pkt. W tej właśnie okolicy znajduje się styczniowy szczyt (2954 pkt na zamknięciu i 2976 pkt w ujęciu intra-day). Licząc od wczorajszego zamknięcia, WIG20 może więc wzrosnąć jeszcze o 2,5%. Na razie nie sposób powiedzieć, czy w efekcie takiego ruchu w górę udałoby się od razu pokonać styczniowe maksimum. Nie jest to wcale pewne, biorąc pod uwagę, że oscylator stochastyczny wkracza już do strefy wykupienia. Innymi słowy, kupującym może zabraknąć determinacji do pokonania kluczowego oporu.
Oczywiście nie ma nic pewnego i WIG20 może zawrócić w dół zanim zostanie wyczerpany wspomniany potencjał wzrostowy. W takim przypadku kluczowym wsparciem może okazać się górna granica konsolidacji, o której pisałem wyżej. Przebiega ona na wysokości 2863 pkt. Ewentualny powrót poniżej tego wsparcia może zaprzepaścić szanse na szybki atak na styczniowe maksimum.
W podobnej sytuacji znajduje się indeks średnich spółek MIDWIG. Odrobił on co prawda większość strat z przełomu stycznia i lutego, ale do ataku na poprzedni szczyt (2731 pkt) jeszcze nie doszło. Niepokojący może być fakt, że odbiciu od dołka (2561 pkt) towarzyszą malejące obroty. Wczorajsze należały do najniższych w ostatnich tygodniach. Bardzo podobna sytuacja wystąpiła w maju 2004 r. Wówczas malejące obroty poprawnie zapowiadały nietrwałość odbicia po wcześniejszej ostrej przecenie.