Uspokojenie na scenie politycznej spowodowało, że uczestnicy rynków finansowych ponownie zaczęli koncentrować uwagę na decyzjach władz monetarnych, a nie sejmowych potyczkach słownych. Jednocześnie wzrosły oczekiwania na obniżki stóp procentowych. A część inwestorów uwierzyła, że stopa referencyjna mogłaby spaść jeszcze o przynajmniej pół punktu procentowego. W tym o ćwierć punktu już w lutym.
Co ciekawe, po raz pierwszy od dłuższego czasu, oczekiwania rynkowe były studzone nie tylko przez monetarnych jastrzębi, lecz również przez członków reprezentujących najbardziej gołębie skrzydło w Radzie. Jest to o tyle zaskakujące, że dane, które zostały opublikowane w lutym, nie wydają się niepokojące. Zarówno niższa od prognoz inflacja, jak i umiarkowana dynamika wynagrodzeń są spójne z obrazem gospodarki, przedstawionym w ostatniej projekcji inflacyjnej. A jest to obraz, który wskazuje raczej na możliwość utrzymywania się zbyt niskiej, a nie nadmiernie wysokiej, dynamiki cen. Mimo to, w minionym tygodniu dwaj najbardziej "gołębi" członkowie Rady zasugerowali, że chociaż stopy procentowe w Polsce mogą jeszcze spaść, do rozluźnienia polityki monetarnej powinno dojść dopiero w marcu lub kwietniu. W skrócie - szanse na obniżkę już w lutym znacznie się zmniejszyły.
Skoro jednak członkowie RPP dostrzegają szansę na obniżkę, czemu chcą z nią zwlekać? Na uwagę zasługuje sposób, w jaki obaj wspomniani już przedstawiciele władz monetarnych uzasadniali plany obniżki stóp na posiedzeniu marcowym lub kwietniowym. Otóż, według jednego z członków Rady, dopiero w marcu "będą pełniejsze przesłanki dla ewentualnych decyzji o łagodzeniu polityki pieniężnej".
Można tylko przypuszczać, co członek RPP miał na myśli. Prawdopodobnie chodziło o to, że w marcu zostaną opublikowane informacje, które dotychczas nie były dostępne - dane o PKB w IV kwartale 2005 roku oraz wyniki badań rynku pracy BAEL. Trudno jednak uznać to za silny argument uzasadniający wstrzymanie się z obniżką stóp do marca. Wstępne szacunki wzrostu gospodarczego są dostępne (można je otrzymać na podstawie opublikowanych już danych za cały miniony rok) i jest mało prawdopodobne, by w marcu coś się w nich istotnie zmieniło. Jeżeli chodzi o wyniki BAEL, ocena ich wpływu na przyszłą inflację będzie możliwa dopiero po uwzględnieniu tych danych w projekcji. Oznaczałoby to jednak opóźnienie ewentualnej decyzji o zmianie stóp aż do kwietnia, a nie marca. Wiele wskazuje jednak, że pomysł czekania na projekcję ma również innych zwolenników. Otóż, według drugiego ze wspomnianych już członków Rady, "bardziej wskazane byłoby zaczekanie na kolejne dane i porównanie ich z przebiegiem projekcji".
Warto jednak zwrócić uwagę, że sugerowałoby to dosyć kuriozalną sytuację, w której RPP podejmuje decyzje o zmianie stóp procentowych w miesiącu publikacji projekcji inflacyjnej, a następnie oczekuje na wyniki kolejnej projekcji, obawiając się, że napływające na bieżąco dane już zdezaktualizowały poprzednią prognozę. A może w takiej sytuacji warto poczekać również na projekcję lipcową? A może i na październikową? W końcu każda z nich mogłaby pokazać, czy poprzednia projekcja przypadkiem się nie zdezaktualizowała.