Anonimowe źródła, na które powołuje się litewski dziennik, twierdzą, że rząd może dążyć do nacjonalizacji Możejek. Litwa ma prawo pierwokupu 53,7% akcji rafinerii, które należą do rosyjskiego Jukosu. Później - zdaniem "Verslo Žinios" - papiery te miałyby być sprzedane bliżej nie znanej austriackiej firmie Baltic Holding, która jest dobrze oceniana przez władze w Wilnie.
Baltic Holding miałby być jednak tylko współinwestorem w Możejkach. Jego zadaniem byłoby bowiem pozyskanie dla rafinerii także innego akcjonariusza - któregoś z rosyjskich koncernów naftowych, który zapewniłby dostawy ropy do zakładu. To dlatego - jak pisze litewski dziennik - rząd w Wilnie przeciąga negocjacje z Jukosem i nie wykazuje najmniejszej ochoty do negocjacji z Orlenem i kazachskim KazMunajGazem, które za akcje Możejek zaoferowały najwyższe sumy.
Czy doniesienia gazety są prawdziwe? Litewski rząd ich nie potwierdza, ale także im nie zaprzecza. Taki scenariusz wydaje się dość prawdopodobny Andrzejowi Szcześniakowi: - Rząd Litwy chce zaprosić do negocjacji w sprawie Możejek nowych partnerów, którzy w przeciwieństwie do Orlenu i KazMunajGazu mają własną ropę - uważa ekspert paliwowy.
Baltic Holding był już wymieniany na początku przetargu wśród zainteresowanych Możejkami. Żaden z analityków nie dawał jednak wtedy małej, austriackiej spółce minimalnych choćby szans na przejęcie litewskiej rafinerii.
Baltic Holding jest - jak podaje rosyjska gazeta "Wiedomosti" - firmą kontrolowaną przez 44-letniego rosyjskiego biznesmena Jakowa Goldowskiego. Jednak jeszcze w zeszłym roku, co z kolei podaje dziennik "Nowaja Gazieta", udziałowcem austriackiej spółki był... Gazprombank, spółka córka Gazpromu.