Wczoraj kurs spadł o 8,9%, do 2,4 zł. Tak akcjonariusze zareagowali na wyniki finansowe spółki. Zapewne równie źle przyjęli informację o tym, że przetarg na odcinek autostrady A-4 Katowice-Wrocław został rozwiązany. Co to oznacza dla Stalexportu? - Na razie nic. Przecież nie było pewności, że wygramy ten przetarg. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu - komentuje Emil Wąsacz, prezes Stalexportu. Według niego, nie jest pewne, że kwestia przetargu została definitywnie zamknięta. Jeśli jednak tak się okaże, nie wyklucza, że spółka wystąpi o odszkodowanie. - Przeanalizujemy tę kwestię. Ponieśliśmy pewne koszty - mówi E. Wąsacz.

Budowa i eksploatacja autostrad to ważny element działalności dla grupy Stalexportu. Obrazują to wyniki za IV kwartał 2005 r. Jedynie Stalexport Autostrada Małopolska, koncesjonariusz odcinka A-4 Kraków-Katowice, przyniosła zysk - 17,6 mln zł. W tym czasie cztery spółki handlowe miały łącznie 1,4 mln zł straty netto. Należy jednak pamiętać, że zyski SAM są w całości reinwestowane. - Grupa może liczyć na wpływy dopiero około 2013 r. - mówi E. Wąsacz.

Po trzech kwartałach Stalexport miał 17,3 mln zł zysku, a cały 2005 r. zamknął stratą netto 105,9 mln zł. Całoroczny zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 113,7 mln zł i był mniejszy o 22 mln zł od osiągniętego w 2004 r. Wynik netto został obciążony przez rezerwę na poręczenia dotyczące wierzycieli WRJ, a także odsetki od kredytów bankowych i zobowiązań układowych. - Strata w IV kwartale jest wyłącznie księgowa. W pewnym momencie musieliśmy skonsumować zobowiązania pozabilansowe. Dla inwestorów poważnie myślących o spółce to dobra wiadomość - mówi E. Wąsacz. Zdaniem prezesa, w tym roku powinno nastąpić ożywienie w handlu wyrobami hutniczymi, co przełoży się na poprawę wyników Stalexportu.