Ceny bazowe, czyli bez uwzględniania świeżej żywności, wzrosły o 0,5% w porównaniu ze styczniem ub.r. W poprzednich dwóch miesiącach inflacja wynosiła 0,1% - poinformował w piątek urząd statystyczny.
Taki raport może przekonać członków rady Banku Japonii, by już na najbliższym posiedzeniu wyznaczonym na czwartek zmniejszyli ilość gotówki pompowanej do gospodarki. Następnym posunięciem byłoby podniesienie stóp procentowych z obecnego poziomu bliskiego zeru.
Po opublikowaniu raportu inflacyjnego analitycy ogłosili zmiany polityki monetarnej w Japonii. Minister finansów Sadakazu Tanigaki stwierdził jednak, że nie może jeszcze obwieścić końca deflacji. - Musimy ściśle współpracować z bankiem centralnym, wymieniać się informacjami, by zyskać pewność, że nie ma nawrotu deflacji - powiedział Tanigaki.
Japoński rząd, największy na świecie dłużnik, nalega na bank centralny, by unikał nagłych zmian w polityce pieniężnej. Ma to zapobiec wzrostowi rentowności obligacji skarbowych, co zwiększyłoby kwotę wypłacanych odsetek i stłumiło wzrost gospodarczy. Prezes banku centralnego Toshihiko Fukui ma więc do wyboru albo podnieść stopy, ryzykując przyhamowanie ożywienia, albo opóźnić podwyżki stóp, narażając kraj na inflację. Na razie oświadczył, że ewentualna zmiana polityki najpierw będzie polegała na zmniejszeniu ilości gotówki pompowanej do systemu bankowego z obecnego poziomu 30-35 bln jenów rocznie. Dopiero później będzie rozważane podniesienie stóp procentowych.
Bloomberg