W środę posłowie zajmą się trzema projektami ustaw o zmianie kodeksu pracy. Rządowy, najbardziej liberalny, zakłada wydłużenie urlopu o 2 tyg., co kosztować ma Fundusz Ubezpieczeń Społecznych ok. 150 mln zł. W tej chwili kobiety mają prawo do 16-tygodniowej przerwy w pracy po urodzeniu pierwszego dziecka i 18-tyg., kiedy jest to kolejny poród. Zmiana weszłaby w życie 14 dni po opublikowaniu ustawy - a więc jeszcze w tym roku. Klub PiS zgłosił jednak dodatkową propozycję - stopniowego wydłużenia urlopów do 26 tygodni przy pierwszym porodzie, 38 tygodni przy drugim i 52 tygodni w przypadku trzeciego i kolejnych. PiS zakłada, że koszt reformy to 300 mln rocznie. Projekt LPR przewiduje za to jednorazowe przedłużenie urlopu o 10 tyg., co zwiększy wydatki FUS o 500 mln zł.
ZUS liczy inaczej
Podawane przez posłów koszty nowelizacji opierają się na szacunkach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Wskazują, że wydłużenie urlopu o jeden tydzień oznacza wzrost wypłat z FUS o 75 mln zł. Wyjątkowo do projektu PiS ZUS dołączył jednak własne szacunki. Wynika z nich, że koszty reformy (zasiłki macierzyńskie plus ubezpieczenie społeczne matek) będą rosnąć od 375 mln zł w 2007 r. do 1,87 mld zł w 2013 r.
Wszystkie trzy projekty ustaw trafią zapewne do prac w komisji. Pomysł wydłużenia urlopów krytykuje Konfederacja Pracodawców Polskich, która proponuje wprowadzenie innego rozwiązania - pracy w niepełnym wymiarze godzin. - Związki pracodawców są bardzo krótkowzroczne. Nadchodzący kryzys demograficzny tylko powiększy koszty pracy - twierdzi z kolei Marian Piłka, poseł i sprawozdawca projektu PiS.
Ryzyko