Kończymy tydzień bardzo ciekawą sytuacją z punktu widzenia analizy technicznej. W czasie wczorajszej sesji doszło do ważnego wydarzenia, jakim było zejście cen pod poziom dołków z lutego. Tym samym ceny opuściły zakres wahań, w jakim przebywały przez prawie 2 miesiące. Wybicie z konsolidacji jest zwykle dobrym sygnałem zajęcia pozycji, a tym bardziej, gdy nosi ono także znamiona wybicia z formacji podwójnego szczytu, co wydaje się mieć miejsce. Jednak nie każdy sygnał wybicia jest wiarygodny. Im rynek jest bardziej rozwinięty, tym tego typu pułapek jest więcej, a proste narzędzia analityczne już nie są wystarczające.

Zwróćmy uwagę, że wczorajsze zejście cen pod dolne ograniczenie konsolidacji miało miejsce w bardzo spokojnej atmosferze. Można to uznać za sytuację przynajmniej dziwną, gdyż gdyby przyjąć, że to wybicie jest istotne, to jego konsekwencje miałyby wymiar nie tylko krótko-, ale przynajmniej średnioterminowy. Zwróćmy uwagę na wysokość tej konsolidacji, która zdaniem teorii wyznacza minimalny ruch cen, jaki może po wybiciu nastąpić. Podaż była w świetnej sytuacji, a jednak nie pojawił się jakiś poważny atak niedźwiedzi. Ba, nie tylko nie pojawił, to jeszcze ceny w drugiej połowie sesji dość szybko rosły, powracając w okolice konsolidacji podważając faktycznie sam fakt wbicia.

Takie zachowanie rynku tylko zdaje się potwierdzać przypuszczenie, że to nie dołki z lutego są dla oceny koniunktury giełdowej najważniejsze. Ja nadal stoję na stanowisku, że w tej chwili kluczowym dla oceny kierunku trendu, a więc i obecności hossy, jest dołek z początku roku. Na koniec mała uwaga dotycząca nastrojów. Przez ostatnie dni widać tendencję do ujemnej bazy, co raczej wskazuje na przewagę pesymistów, a to spadkowi cen nie sprzyja.