Takie instytucje finansowe jak belgijski Fortis, francuska Axa czy szwajcarski Credit Suisse oferują klientom indywidualnym nowe formy inwestowania. Poziom minimalnych wpłat jest zróżnicowany. Fortis L Fund przyjmuje wpłaty już od 100 dolarów, zaś londyński Dawney Day Quantum Protected Commodities Accelerator IV od 7000 funtów i trzyma pieniądze do pięciu lat. Przez sześć miesięcy (do końca stycznia 2006 r.) jego jednostki rozliczeniowe zyskały 24%, podczas gdy w tym samym czasie indeks surowcowy Goldman Sachsa uwzględniający 24 komponenty (surowce energetyczne, metale i produkty rolne) zyskał 12,7%. Jeszcze lepszy niż Dawney był inwestujący w spółki surowcowe VCH Expert Natural Resources z wynikiem 51%.
- Jeszcze trzy, cztery lata temu inwestorzy indywidualni nie mieli dobrego rozeznania w rynku surowców, ale to się zmienia - twierdzi Philipp Vorndran, szef Credit Suisse Asset Management we Frankfurcie, który w ubiegłym roku wystartował z nowym funduszem surowcowym. Spodziewa się napływu coraz większej liczby klientów. Zainteresowanie tego rodzaju inwestycjami rośnie od momentu, kiedy okazało się, że przynoszą wyższą stopę zwrotu niż akcje i obligacje. Indeks surowcowy Goldman Sachsa w ubiegłym roku zyskał 35%, podczas gdy Standard & Poor?s 500 wzrósł zaledwie o 3%, zaś na papierach amerykańskiego skarbu można było zarobić 2,8%.
Fundusze surowcowe zarabiały głównie dzięki popytowi w Chinach oraz wysokim cenom ropy naftowej. Alan Heap, analityk Citigroup w Sydney, w tym roku spodziewa się spadku ceny miedzi o 5%, a niklu o 14%. Może to spowodować zwolnienie tempa dopływu nowych pieniędzy do funduszy surowcowych. Szacuje, że lwia część pieniędzy lokowana jest w tradycyjne aktywa. W akcje na świecie zainwestowano 45 bln USD, w obligacje 9,2 bln USD, zaś w surowce 200 mld USD.
Bloomberg