Czy powstanie pierwsza giełda akcji łącząca obie strony Atlantyku?
W piątek po sesji London Stock Exchange poinformowała, że ofertę jej przejęcia złożyła amerykańska elektroniczna giełda Nasdaq. Propozycja (druga w historii - Nasdaq był zainteresowany LSE już w 2002 r.) nie została przyjęta, bo cena - 950 pensów za akcję LSE - została uznana za zbyt niską. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że na tym nie koniec. Według "Wall Street Journal", szefowie Nasdaqa i LSE wkrótce znów zasiądą do negocjacji. Do gry najprawdopodobniej włączy się też największy rywal Nasdaqa, czyli New York Stock Exchange, działająca teraz pod nazwą NYSE Group. - Ani Nasdaq, ani NYSE nie chcą, by to druga strona przejęła LSE - sugerują analitycy. Szef NYSE Group John Thain ostatnio ciągle powtarza, że zainteresowany jest zagranicznymi przejęciami.
Szykuje się więc ostra walka o największy - na LSE jest notowanych ok. 3 tys. spółek o łącznej kapitalizacji ponad 2,7 bln euro - giełdowy parkiet na Starym Kontynencie. Po zeszłorocznych nieudanych próbach kupienia londyńskiej instytucji przez Deutsche Boerse i australijski bank inwestycyjny Macquarie, tym razem szanse powodzenia są zdecydowanie większe.
Dlaczego? Dotąd szefowa LSE Clara Furse podtrzymywała, że chętni na zakup giełdy zaniżali jej wartość. Teraz jednak, przy zaproponowanej przez Nasdaqa cenie 950 pensów za akcję, wycena LSE stała się istotnie wyższa, niż rywalizujących z nią Deutsche Boerse i sojuszu Euronext. Zatem argument o niedowartościowaniu akcji LSE traci rację bytu. Można się więc spodziewać, że akcjonariusze londyńskiej giełdy zaczną naciskać, by któraś z kolejnych ofert przejęcia została zaakceptowana.
Wczoraj do podjęcia negocjacji z Nasdaqiem wezwały fundusze hedgingowe Threadneedle i Scottish Widows, które razem mają 21% akcji LSE i są jej największymi udziałowcami.