Notowania ropy naftowej, które w połowie ubiegłego tygodnia spadły do nieco ponad 60 USD za baryłkę, podniosły się ponownie, przekraczając wyraźnie 63 USD.
Impulsem do wzrostu cen było zaostrzenie sporu dotyczącego irańskiego programu atomowego. Władze w Teheranie dały do zrozumienia, że nie zrezygnują z procesu wzbogacania uranu. Zapowiedziały też przegląd kontraktów z zagranicznymi firmami paliwowymi na dostawy ropy i gazu ziemnego, jeżeli Rada Bezpieczeństwa ONZ nałoży na Iran sankcje gospodarcze. Ostrzeżenie to może oznaczać ograniczenie eksportu i podtrzymać wzrost notowań. Dodatkowym zagrożeniem są ataki na urządzenia naftowe w Nigerii, które doprowadziły już do zmniejszenia wydobycia.
Zwyżkę notowań utrwaliła zapowiedź ochłodzenia w północno-wschodniej części USA, które może zwiększyć tam zapotrzebowanie na olej opałowy. Niepokój wywołało również zmniejszenie przez amerykańskie rafinerie produkcji benzyny w związku z trwającymi właśnie przeglądami technicznymi. Powoduje to bowiem spadek zapasów tego paliwa przed zbliżającym się sezonem motoryzacyjnym.
Czynniki te zrównoważył jednak dalszy wzrost w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw ropy naftowej do najwyższego poziomu od prawie siedmiu lat. W efekcie zwyżka notowań została zahamowana i w Londynie gatunek Brent z dostawą w kwietniu kosztował wczoraj po południu 63,90 USD za baryłkę w porównaniu z 63,97 USD w końcu sesji wtorkowej i 60,03 USD w poprzednią środę.