Reklama

To tylko odbicie

Odbicie WIG20 od dołka samo w sobie nie zapowiada jeszcze trwalszej zwyżki. Na razie niewiele wskazuje na to, by ruch w górę utrzymał się dłużej niż w drugiej połowie lutego. Z drugiej strony, brak też mocnych argumentów za głębokim spadkiem notowań.

Publikacja: 18.03.2006 06:56

Na początku ubiegłego tygodnia WIG20 mógł przyprawić niektórych inwestorów o ból głowy. We wtorek indeks spadł do 2728 pkt, przebijając tym samym wcześniejszy średnioterminowy dołek z 3 lutego (2761 pkt). Zagrożenie było tym większe, że przebicie oporu było równoznaczne z powstaniem obszernej formacji podwójnego szczytu, zapowiadającej pogłębienie wyprzedaży. Wynikało z niej, że WIG20 może spaść nawet jeszcze o 200 pkt, czyli 7 proc. Na nieco mniej (ok. 6 proc.) prognozowali przeciętnie dalszy spadek ankietowani wówczas przez PARKIET analitycy.

Fałszywy sygnał

Już jednak kolejnego dnia po przebiciu wsparcia kupujący przystąpili do ataku, w wyniku czego WIG20 od razu powrócił ponad to wsparcie. Jak można interpretować ten fakt? Oznacza to przede wszystkim, że sygnał wybicia w dół z formacji podwójnego szczytu był fałszywy. Prognoza spadku indeksu o 200 pkt stała się tym samym nieaktualna. Na przyszłość bardzo pomocny może okazać się fakt, że moment odbicia pozwoliły trafnie oszacować dwa wskaźniki.

Pierwszy z nich jest bardzo prosty, ale jak się okazuje, bardzo przy tym skuteczny. Do wtorku od poprzedniego lokalnego szczytu (z 6 marca) minęło sześć sesji. W tym czasie WIG20 zniżkował o 6,2 proc. Sprawdziliśmy, jak w przeszłości zachowywał się wykres 6-sesyjnej zmiany WIG20. Okazuje się, że we wtorek znalazł się on na poziomie, który w ostatnich dwóch latach praktycznie gwarantował zatrzymanie spadków w perspektywie co najwyżej kilku sesji (chociaż nie zawsze zapowiadał natychmiastowe odbicie). Trzeba jednak podkreślić, że użyteczność tego wskaźnika ogranicza się jedynie do krótkiego okresu (do kilkunastu sesji). Świadczy o tym fakt, że dokładnie rok temu - w połowie marca 2005 r. - skrajnie niski poziom wskaźnika (-6,7 proc.) prognozował jedynie krótkoterminowe odreagowanie, ale nie koniec średnioterminowego trendu spadkowego. Na początku kwietnia WIG20 znów ruszył w dół.

Drugi, bardziej uniwersalny wskaźnik, który kolejny raz okazał się użyteczny, to oscylator stochastyczny. Spadł on do strefy wyprzedania właśnie wtedy, gdy WIG20 przebił wspomniane wsparcie. Na wykresie widać, jak trafnie oscylator prognozował nie tylko poprzednie lokalne dołki, ale także i szczyty.

Reklama
Reklama

Szczyt na horyzoncie

Co oznaczają te wszystkie fakty? Ostatnie odbicie odwróciło sytuację w krótkim terminie na korzyść byków. W perspektywie kilku miesięcy sytuacja zmieniła się natomiast niewiele. Obraz techniczny rynku wciąż raczej sprzyja niedźwiedziom. Ostatni dołek jest położony niżej od poprzedniego, a WIG20 znajduje się poniżej szczytów. W pewnym stopniu sytuacja przedstawia się gorzej niż w połowie lutego (kiedy indeks także odrabiał straty). Wówczas WIG20 miał do pokonania opór w postaci styczniowego szczytu. Obecnie ten opór się "podwoił" - dołączył do niego szczyt z lutego.

Nie ma większych powodów by sądzić, że potencjał wzrostowy w najbliższym czasie nie wyczerpie się równie szybko, co wcześniej potencjał spadkowy. Kres zwyżek może wyznaczyć strefa oporu między 2909 pkt (lokalne maksimum z 6 marca) a 2956 pkt (lutowy szczyt). WIG20 znajduje się na tym samym poziomie co w drugim tygodniu stycznia. Od tego czasu zanotował dwie krótkoterminowe fale wzrostowe (nie licząc obecnej), które wyniosły odpowiednio 6 proc. i 7,1 proc. Od ostatniego dołka indeks oddalił się dopiero o 3,8 proc., tak więc obecne odbicie nie wyróżnia się na tle poprzednich.

Można podejrzewać, że nawet jeśli WIG20 naruszy lutowy szczyt, to okaże się to równie fałszywy sygnał, co wspomniane przebicie dołka z poprzedniego miesiąca. Może się tak stać dlatego, że do tego czasu oscylator stochastyczny dotrze zapewne do strefy silnego wykupienia.

MIDWIG

bardziej wiarygodny?

Reklama
Reklama

Warto zwrócić uwagę, że ostatnie fałszywe wybicie w dół nie zostało potwierdzone przez indeks średnich spółek MIDWIG. Do 7 marca na jego wykresie utrzymywała się korzystna dla byków formacja trójkąta zwyżkującego. Przebicie jego dolnego ramienia zapowiadało spadek do najbliższego wsparcia, jakim było lutowe minimum (2561 pkt). Po dotarciu do tego poziomu MIDWIG odbił się. Jakie są konsekwencje tego ciągu wydarzeń? Indeks średniaków znajduje się nieprzerwanie od końca stycznia w formacji prostokąta. Innymi słowy, trwa średnioterminowa konsolidacja. Kluczowym wydarzeniem będzie przebicie albo lutowego maksimum (2735 pkt), albo minimum z tego samego miesiąca (2561 pkt). Po tym fakcie będzie można prognozować odpowiednio dalszy wzrost albo spadek o wartość wynikającą z szerokości prostokąta, czyli ponad 170 pkt. Sytuacja MIDWIG-u może się okazać dobrym prognostykiem dla całego rynku akcji choćby dlatego, że trendy na wykresie tego indeksu są znacznie stabilniejsze niż w przypadku WIG20. Poza tym tendencja boczna utrzymuje się także na rynkach ropy naftowej i miedzi. Dopóki to się nie zmieni, nie ma co liczyć na zwyżki kluczowych spółek - KGHM i Orlenu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama