Na początku ubiegłego tygodnia WIG20 mógł przyprawić niektórych inwestorów o ból głowy. We wtorek indeks spadł do 2728 pkt, przebijając tym samym wcześniejszy średnioterminowy dołek z 3 lutego (2761 pkt). Zagrożenie było tym większe, że przebicie oporu było równoznaczne z powstaniem obszernej formacji podwójnego szczytu, zapowiadającej pogłębienie wyprzedaży. Wynikało z niej, że WIG20 może spaść nawet jeszcze o 200 pkt, czyli 7 proc. Na nieco mniej (ok. 6 proc.) prognozowali przeciętnie dalszy spadek ankietowani wówczas przez PARKIET analitycy.
Fałszywy sygnał
Już jednak kolejnego dnia po przebiciu wsparcia kupujący przystąpili do ataku, w wyniku czego WIG20 od razu powrócił ponad to wsparcie. Jak można interpretować ten fakt? Oznacza to przede wszystkim, że sygnał wybicia w dół z formacji podwójnego szczytu był fałszywy. Prognoza spadku indeksu o 200 pkt stała się tym samym nieaktualna. Na przyszłość bardzo pomocny może okazać się fakt, że moment odbicia pozwoliły trafnie oszacować dwa wskaźniki.
Pierwszy z nich jest bardzo prosty, ale jak się okazuje, bardzo przy tym skuteczny. Do wtorku od poprzedniego lokalnego szczytu (z 6 marca) minęło sześć sesji. W tym czasie WIG20 zniżkował o 6,2 proc. Sprawdziliśmy, jak w przeszłości zachowywał się wykres 6-sesyjnej zmiany WIG20. Okazuje się, że we wtorek znalazł się on na poziomie, który w ostatnich dwóch latach praktycznie gwarantował zatrzymanie spadków w perspektywie co najwyżej kilku sesji (chociaż nie zawsze zapowiadał natychmiastowe odbicie). Trzeba jednak podkreślić, że użyteczność tego wskaźnika ogranicza się jedynie do krótkiego okresu (do kilkunastu sesji). Świadczy o tym fakt, że dokładnie rok temu - w połowie marca 2005 r. - skrajnie niski poziom wskaźnika (-6,7 proc.) prognozował jedynie krótkoterminowe odreagowanie, ale nie koniec średnioterminowego trendu spadkowego. Na początku kwietnia WIG20 znów ruszył w dół.
Drugi, bardziej uniwersalny wskaźnik, który kolejny raz okazał się użyteczny, to oscylator stochastyczny. Spadł on do strefy wyprzedania właśnie wtedy, gdy WIG20 przebił wspomniane wsparcie. Na wykresie widać, jak trafnie oscylator prognozował nie tylko poprzednie lokalne dołki, ale także i szczyty.