Od trzech lat giełdy w Dubaju, Egipcie, Jordanii, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej były w światowej czołówce. Tylko w ubiegłym roku kapitalizacja giełd w krajach arabskich wzrosła o 650 mld USD, a egipski indeks CASE 30 zyskał 162 proc. Łączna wartość akcji na giełdach od Maroka po Autonomię Palestyńską wzrosła ponad dwukrotnie, do 1,3 bln USD. Rynkom akcji sprzyjały wysokie ceny ropy, a także większa kontrola przepływu kapitału w USA.
W tym roku jest znacznie gorzej. Wskaźnik giełdy w Rijadzie (Arabia Saudyjska) od szczytu 25 lutego w okresie dwóch tygodni stracił ponad jedną piątą wartości. Indeks egipski ustanowił rekord 1 lutego i od tego czasu spadł o 19 proc., zaś największy, 36-proc. spadek odnotowała giełda w Dubaju.
- Zachłanność zamieniła się w strach - komentuje Ali Taqi z National Bank of Kuwait, zarządzający inwestycjami rzędu 4,5 mld USD.
W zeszłym roku inwestorzy gorączkowo kupowali akcje. Kiedy sprzedawano walory Dana Gas PJSC, spółki z Abu Dhabi, zdewastowano siedzibę jednego z banków i pobito ochroniarzy. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy Saudyjczyków, którzy chcieli kupić papiery.
Lądowanie też odbywa się w gorącej atmosferze. Kilka dni temu doszło do demonstracji w Kuwejcie, gdzie inwestorzy protestowali przeciwko manipulowaniu rynkiem. Zdenerwował ich dziewiąty z rzędu spadek indeksu. Wskaźnik giełdowy stracił wówczas 2,4 proc, najwięcej w okresie ostatnich dwóch lat.