Notowania kontraktów znajdują się w fazie, która jest chyba najgorszą z możliwych sytuacją dla inwestorów nastawionych na średnioterminowe trendy. Właściwie już od drugiego tygodnia stycznia trwa konsolidacja. Tak długiego średnioterminowego trendu bocznego nie było od połowy 2004 r. Mnożą się fałszywe sygnały. Niedawna krótkoterminowa fala wzrostowa trwała zaledwie trzy sesje (15-17 marca), po której przyszła równie krótka przecena. Wczorajsza zwyżka każde oczekiwać, że teraz czeka nas kolejny ruch w górę napędzany słomianym zapałem graczy. Świadczy o tym bliski wyczerpania potencjał spadkowy oscylatora stochastycznego czy też skrajnie ujemna baza (wczoraj sięgnęła aż -50 pkt). Nic nie wskazuje jednak na to, by było obecnie warto otwierać jakąkolwiek średnioterminową pozycję na tak rozchwianym rynku.
W tej sytuacji najważniejsza będzie odpowiedź na pytanie - co będzie sygnałem zakończenia konsolidacji? Z jednej strony byłoby nim wybicie w górę ponad szczyty ze stycznia i lutego (2965-2975 pkt). Od połowy 2003 r. średnioterminowe konsolidacje zawsze poprzedzały kontynuację hossy, więc taki optymistyczny dla byków scenariusz jest jak najbardziej możliwy.
Większy jest problem z określeniem poziomu, którego przebicie będzie sygnalizowało rozpoczęcie trendu spadkowego. Mało wiarygodne wydaje się wsparcie wynikające z ostatniego dołka (2728 pkt). Dlaczego? Bo wcześniej zniżka zatrzymała się tuż po przebiciu poprzedniego minimum z lutego (2756 pkt) i podobnie może być tym razem. Pomocna może natomiast okazać się średnia krocząca ze 100 sesji. Nie licząc jednego błędnego sygnału w styczniu ub.r., wskaźnik ten trafnie zapowiadał zmianę trendów w ostatnich dwóch latach.