Notowania dolara na świecie z tego roku potwierdzają przypuszczenia, że kolejne miesiące mogą upływać pod znakiem zmiennych nastrojów i braku jednoznacznej tendencji. Jest to efekt ścierania się przeciwstawnych zjawisk - narastającego nieustannie deficytu na rachunku obrotów bieżących, co niekorzystnie oddziałuje na wartość amerykańskiej waluty oraz mających na nią pozytywny wpływ podwyżek stóp procentowych.
Czy wystarczy kapitału?
W ubiegłym tygodniu euro zyskiwało wobec dolara na każdej sesji. W sumie podrożało o 2,8 centa i kosztowało 1,219 USD. To najwyższy poziom od blisko dwóch miesięcy. Niepokój inwestorów wzbudziły informacje o przekroczeniu przez amerykański deficyt na rachunku obrotów bieżących bariery 7 proc. PKB oraz fakt, że styczniowy napływ kapitału do Stanów Zjednoczonych nie był wystarczający do pokrycia deficytu handlowego. W ostatnich 12 miesiącach to już piąty taki przypadek. W sumie jednak napływ kapitału w tym okresie o ponad 117 mld USD przewyższył deficyt handlowy. Czy więc są powody do obaw? Co wynika z danych o przepływach kapitału?
Pomiędzy wartością dolara a napływem pieniędzy na amerykański rynek finansowy mamy dwutorowe oddziaływania. Z jednej strony, im większe zainteresowanie aktywami, tym mocniejsza pozycja dolara. Z drugiej, właśnie notowania waluty w sporym stopniu determinują zainteresowanie lokowaniem pewnej części kapitału w USA. Dzieje się tak w przypadku Japonii, która jest największym posiadaczem amerykańskich obligacji. W jej rękach jest niecała jedna trzecia wyemitowanych papierów. Japoński popyt w dużym stopniu jest generowany przez bank centralny, który na zakup amerykańskich papierów skarbowych przeznacza środki pochodzące z interwencji na rynku walutowym. Jeśli kurs dolara do jena jest wysoki, takie działania są niepotrzebne.
W tej sytuacji zrozumiała jest stagnacja stanu posiadania Kraju Kwitnącej Wiśni w ostatnich kilkunastu miesiącach. Od półtora roku obserwujemy nawet stopniowe redukowanie zaangażowania - spadło ono z blisko 700 mld USD w sierpniu 2004 r. do 668 mld USD w styczniu tego roku. Mniej więcej w tamtym czasie przypadł kulminacyjny moment zainteresowania obligacjami USA. Na wiosnę 2004 r. średnio płynęło na rynek 30 mld USD miesięcznie. W ostatnich trzech miesiącach było to przeciętnie 23 mld USD. Źródłem pokaźnego kapitału płynącego na rynek obligacji w Stanach Zjednoczonych pozostały Chiny. Od końca 2004 r. zwiększyły stan posiadania o 40 mld USD, a przez ostatnie dwa lata o 104 mld USD, do 263 mld USD.