Wczorajsze notowania rozpoczęły się stosunkowo mocno zważywszy na wydarzenia, jakie miały miejsce na rynkach światowych. Wydawało się, że szereg negatywnych czynników po prostu nie ma wpływu na naszych inwestorów. Później przyszło otrzeźwienie i rynek jednak zaczął tracić na wartości.
Podstawowym negatywnym czynnikiem, który miał prawo zaniepokoić graczy był wzrost rentowności obligacji 10-letnich w USA. W czwartek osiągnęła ona najwyższy lokalny poziom potwierdzając wcześniejsze przełamanie ważnego oporu. Czynnikami istotnymi, choć nieco mniej z punktu widzenia polskiego rynku akcji, był silny wzrost cen kruszców oraz części surowców. To pierwsze raczej może świadczyć o słabości rynku akcji, niż jego sile. Wzrost ceny ropy, czy miedzi mógł jeszcze zostać odebrany pozytywnie. Faktycznie, na początku sesji spółki surowcowe miały się dobrze, ale z czasem i one poddały się obawom o kierunek ruchu kapitału zagranicznego. Słabnący złoty raczej sugerował, że kapitał ten odpływa z Polski.
Konsekwencją spadku cen było zamknięcie luki hossy, jaka pojawiła się na wykresie cen kontraktów w czwartek. Jest to sygnał negatywny, choć trzeba pamiętać, że kursy od ponad dwóch miesięcy poruszają się w konsolidacji i analiza takich ruchów jest utrudniona. Między ograniczeniami może dziać się dużo, choć niewiele będzie to znaczyło dla posiadanych pozycji. Tym bardziej, że po raz kolejny aktywność na sesji była niewielka, co sprawia, że trudno ten ruch cen uznać za wiarygodny. Na razie trzeba założyć, że pierwszym wsparciem pozostaje zakres wahań czwartkowych (wyspa). Oczywiście znacznie ważniejszym jest dolne ograniczenie dwumiesięcznego kanału. Pozostaje przy swoim zdaniu, że kluczowym dla hossy pozostaje dołek ze stycznia br.