Po I kwartale węgierski deficyt budżetowy wyniósł 789,2 mld forintów i przekroczył o ponad 90 mld forintów ministerialne założenia - podało wczoraj Ministerstwo Finansów w Budapeszcie. Tłumaczyło, że dziura większa od spodziewanej wynika m.in. stąd, że państwowymi pieniędzmi opłacono projekty finansowane przez Unię Europejską, która środki przekaże później. Różnice czasowe w transferach mają pozostać bez wpływu na całoroczny poziom deficytu.

Mimo to alarmujące są prognozy ministerstwa na kolejny kwartał. Na koniec czerwca dziura w budżecie ma sięgnąć już 1,28 bln forintów i będzie odpowiadać 83 proc. deficytu przewidzianego na cały rok. Całoroczny deficyt ma zaś wynieść 1,5 bln forintów, co odpowiadałoby 6,6 proc. PKB. - Nie ma szans, by rząd zrealizował tę prognozę - mówi nam Zoltan Torok, ekonomista budapeszteńskiego oddziału banku Raiffeisen. - Rząd jednak się do tego nie przyzna, bo byłby to samobój przed drugą turą wyborów, która odbędzie się w niedzielę - dodaje. Według Z. Toroka, węgierski deficyt może w tym roku przekroczyć poziom 8 proc. produktu krajowego.

To będzie oznaczać, że prognoz nie uda się zrealizować piąty rok z rzędu. Ekonomiści wskazują, że rząd wyłoniony po wyborach (po pierwszej turze więcej szans mają będący teraz przy władzy socjaliści) natychmiast będzie musiał wziąć się za cięcia wydatków budżetowych, a przede wszystkim zaprezentować długofalowy program przywrócenia równowagi w państwowej kasie. Do września Węgry muszą przedstawić w Brukseli plan dojścia do kryteriów strefy euro, które zakładają m.in. utrzymywanie deficytu poniżej 3 proc. PKB.