Początek sesji był słaby za sprawą bardzo silnego spadku cen surowców ze srebrem na czele. Okazało się, że dość szybko rynek okrzepł i w niedługim czasie mieliśmy nowe szczyty hossy. Cała górna połówka wczorajszych notowań kreślona była przy spadającej liczbie kontraktów. Ten fakt powinien być uwzględniony przez inwestorów.
Końcowa faza zwyżki była głównie skutkiem aktywności graczy zamykających krótkie pozycje. Maksimum na rynku kontraktów wyznaczane było przy bierności na rynku akcji. Później zaczęła przeważać podaż, która pogłębiła płytką przez dłuższy czas korektę. Także i tym razem LOP spadała, czyli mieliśmy do czynienia z opuszczaniem rynku przez "zarobionych" byków. Skala spadku w ramach korekty była na tyle duża, że spodziewane przeze mnie wyznaczanie nowych "maksów" na koniec sesji prawdopodobnie zobaczymy również w przyszłym tygodniu.
Oczekiwanie nowych rekordów nie jest wynikiem mojego optymizmu, bo co do racjonalnego charakteru tego ruchu mam spore wątpliwości. Rynek kieruje się swoim rytmem. Każdy cykl wzrostów kończy się okresem, gdy ceny tracą mocne uzasadnienie, a pchane są jedynie przez emocje. Co sprytniejsi potrafią to wykorzystać, ale faktycznie jest ich niewielu. Czy ci, którzy zamknęli pozycje dziś są tymi sprytniejszymi? Oznaczałoby to, że złapali szczyt. Byłoby w tym więcej szczęścia niż sprytu. Czy ktoś potrafił złapać szczyt na rynku srebra? Moim zdaniem, na szczyt emocji było wczoraj zbyt mało.
Z technicznego punktu widzenia warto odnotować, że indeks wychodząc nad poziom 3150 pkt wykonał minimum, jakiego należało się spodziewać po wybiciu z kanału. W tej chwili popyt musi szukać innych argumentów. Jeśli do zakupów nie będzie potrzeba już żadnych argumentów, będzie to znak, że hossa się kończy.