PAIiIZ zapowiedział, że będzie korzystał od tej pory z danych o inwestycjach zagranicznych, jakie przygotowuje NBP. Wcześniej przygotowywał własne zestawienia, na podstawie deklaracji wchodzących do Polski firm, ale okazywały się one nieścisłe.
- Kosztowały one agencję kilkaset tysięcy rocznie, a nie były w stanie opisać faktycznej sytuacji - powiedział Adam Żołnowski, prezes PAIiIZ.
Jak poinformował Józef Sobota, członek zarządu NBP, ubiegłoroczny napływ inwestycji zagranicznych był aż o 5,15 mld USD (40 proc.) mniejszy niż ten z roku 2004. Ale stało się tak wskutek dużych transakcji. Po ich pominięciu okazuje się, że napływ środków z zagranicy praktycznie się nie zmienił. Głównym składnikiem tych nakładów były reinwestowane zyski. Ich udział wyniósł w obu latach ok. 50 proc.
Polska bardzo dobrze wypada w rankingach atrakcyjności dla inwestorów (np. opracowywanych przez Ernst&Young). Jednak pod względem rzeczywistego napływu pieniędzy jest gorzej. Jak podaje UNCTAD, z wstępnych szacunków za ubiegły rok wynika, że Czechy przyciągnęły do siebie z zagranicy o 4-5 mld USD więcej niż nasz kraj. Adam Żołnowski tłumaczy, że wydajemy za mało pieniędzy na projekty promujące napływ bezpośrednich inwestycji. Dla porównania podaje, że budżet czeskiej agencji zajmującej się promocją i obsługą inwestorów w 2005 r. wyniósł 8,9 mln USD, podczas gdy budżet PAIiIZ wyniósł 3,6 mln. Węgrzy w tym samym okresie wydali na ten cel ponad 23 mln dolarów.
Niewiele wiadomo na temat tegorocznych inwestycji. Według A. Żołnowskiego, zapowiedziana na ten rok inwestycja Sharpa może być największą w historii Polski pod względem liczby utworzonych miejsc. Na razie jednak zostało podpisane tylko wstępne porozumienie. PAIiIZ jednak nie chce nic powiedzieć na temat tego, jakie inne kontrakty zostały już podpisane.