Propozycja zarządu firmy oznacza, że do akcjonariuszy spółki może trafić łącznie 1,92 mld zł, co daje 4,5 zł na jedną akcję. Rok wcześniej posiadacze papierów Orlenu otrzymali premię w wysokości "tylko" 2,13 zł na walor. - Preferowana przez nas wersja to zero dywidendy - deklaruje Paweł Szymański, członek zarządu Orlenu ds. finansowych. - Bo my chcemy kupić Możejki - dodaje. To ma być drugi wariant rozdysponowania pieniędzy z zeszłorocznego zysku.
- Mamy nadzieję, że do czasu zwołania WZA, które zaplanowano na koniec czerwca, będziemy już mogli poinformować akcjonariuszy, czy dojdzie do transakcji, czy nie - powiedział Paweł Szymański. Przetarg na zakup większościowego pakietu akcji rafinerii Możejki trwa od kilku miesięcy i wciąż nie wiadomo, kiedy się zakończy. - Może to być za tydzień, za miesiąc, ale równie dobrze za rok czy półtora roku - uważa prezes Orlenu Igor Chalupec.
Różne warianty wypłaty
Co, jeśli do czasu WZA ostatecznych decyzji wciąż nie będzie? - Dyskutujemy z prawnikami, czy możliwe jest zaproponowanie warunkowego rozwiązania - mówi Paweł Szymański. - Inna możliwość to wypłacenie dużej zaliczki na poczet dywidendy z zysku za 2006 r. jeszcze w trakcie tego roku - dodaje.
Na razie jednak Orlen wciąż walczy o litewską spółkę. W piątek jego przedstawiciele pojechali do Wilna na kolejną rundę negocjacji w tej sprawie. Poprzednie spotkanie z litewskim rządem odbyło się w poniedziałek i trwało aż osiem godzin. Szczegółów żadna ze stron nie ujawniła. Litewskie media poinformowały tylko, powołując się na słowa wiceprezesa Orlenu Cezarego Smorszczewskiego, że rząd w Wilnie "bardziej przychylnie" patrzy teraz na polską spółkę jako potencjalnego inwestora w Możejkach.