Projekt ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych złożył tydzień temu w Sejmie poseł Waldemar Nowakowski z Samoobrony. Na początku kwietnia rząd opowiedział się przeciw rozwiązaniom zawartym w ustawie, ale poparł ideę powstrzymania "ekspansji hipermarketów". Posłowie PiS poparli jednak pomysł Samoobrony, a w Sejmie została powołana podkomisja, mająca zająć się pracą nad ustawą. - Udział zagranicznych sieci w polskim handlu wynosi 40 proc. Niepokoi nas to, że sektor zdominowany jest przez firmy, w których Polacy są tylko pracownikami, a nie właścicielami - mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości Artur Zawisza. Dodaje, że projekt posła Nowakowskiego to jedynie tekst roboczy, nad którym Sejm będzie pracować.

Na pewno w ustawie nie będzie zapisu o zakazie stawiania hipermarketów w gminach mniejszych niż 15 tys. mieszkańców. Inwestor będzie mieć natomiast obowiązek sporządzenia "analizy ekonomicznych i społecznych skutków budowy obiektu handlowego". Sprawozdanie musiałoby zawierać przewidywany wpływ budowy na lokalny rynek pracy i lokalną sieć handlową. W ustawie pozostanie też definicja obiektu wielkopowierzchniowego. Według zapisu, będzie to każdy sklep większy niż 400 mkw. PiS jest zdania, że decyzja o postawieniu hipermarketu nie powinna pozostawać jedynie w gestii samorządu gminnego. Każdy projekt budowy nowego sklepu musiałby wpisywać się w wojewódzki plan zagospodarowania przestrzennego. Ostateczną decyzję o pozwoleniu na budowę wydawałyby władze wojewódzkie w porozumieniu z gminnymi.

Zdaniem Macieja Falińskiego z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, rozwiązania te nie zahamują ekspansji hipermarketów. Dodaje też, że w Czechach odsetek wielkich sklepów wynosi już 70 proc., w Niemczech ponad 80 proc.