Nowy zarząd KGHM zapadł mi w pamięć z dwóch powodów. Zaczynając od tyłu - przedstawił prognozę, z której wynika, że firma zarobi w 2006 roku 3,5 mld zł. To zwrot w polityce dotyczącej przyszłych wyników finansowych. Wcześniejsze władze KGHM poczynały sobie w tej materii nad wyraz ostrożnie i wychodziło na to, że mocniej w spółkę i jej dobre wyniki wierzyli analitycy niż menedżerowie firmy. Teraz sytuacja wraca do normalności i to prognozy zarządu są najbardziej optymistyczne na rynku.
Ale zanim pojawiły się prognozy, zarząd zabrał głos w sprawie polityki zabezpieczeń. Utracone korzyści z tytułu obecnego systemu zabezpieczania zmian cen miedzi, przy założeniu, iż cena surowca utrzyma się na "obecnym poziomie", oszacowano na 3 mld zł. Zmieniono sposób zabezpieczeń.
Kilka tygodni wcześniej przez "Parkiet" przetoczyła się polemika dotycząca hedgingu stosowanego przez KGHM. Znalazły się w niej stwierdzenia (zamieszczone przez przedstawiciela spółki, który bronił obecnego systemu) jasno wskazujące, że największe w Polsce firmy doradcze uznały hedging prowadzony przez spółkę za właściwy. Ich opinia w ciągu kilku tygodni zapewne nie zmieniła się, nie wydaje się też zbyt prawdopodobne, żeby przedstawiciel KGHM powoływał się na nieistniejące opinie. To raczej zarząd uwierzył w trwałość hossy na rynku miedzi i pojawiające się opinie o nowym, wzrostowym "supercyklu" na rynku tego surowca. Czy ta historia może mieć happy end?