ING BSK po raz kolejny podjął walkę o zdobycie depozytów. Proponuje dla nowo wpłacanych środków na otwarte konto oszczędnościowe oprocentowanie na poziomie min. 5 proc. To o blisko 0,9 pkt proc wyżej niż wynosi WIBOR, czyli oprocentowanie pożyczek udzielanych sobie nawzajem przez banki. Klientom indywidualnym banki wyjątkowo rzadko proponują stawkę przewyższającą WIBOR. Nie będzie to też normą w ING BSK, ponieważ tak wysokie oprocentowanie ma obowiązywać do 23 czerwca. Po tym terminie wróci do wcześniejszego poziomu, czyli 3,25 proc. dla oszczędności do 100 tys. zł i 3,5 proc. dla wyższych kwot. - Takie działanie kosztuje, ale się opłaca - przekonuje Piotr Utrata, rzecznik ING BSK. - Nowi klienci zazwyczaj zostają. W minionym roku po zakończeniu promocji duża część z nich zdecydowała się przenieść swoje oszczędności do naszych funduszy inwestycyjnych - dodaje. W całym 2005 r. w banku przybyło 4,1 mld zł depozytów od gospodarstw domowych najwięcej w całym sektorze. Drugi pod tym względem PKO BP zyskał 1,9 mld zł, a BPH ponad 1 mld zł.

Upór, z jakim ING BSK zbiera oszczędności z rynku, zaskakuje. Wartość zgromadzonych przez niego oszczędności już imponuje. Proporcja depozytów do kredytów wyniosła na koniec 2005 r. 3,5: 1 (35,4 mld zł do 10 mld zł, dane za I kwartał bank opublikuje dziś) i jest wyższa niż u konkurencji, u której stosunek ten wynosi najwyżej 2:1.

- Mam mieszane uczucia wobec działań, które promują nowych klientów. Ale strategię koncentrowania się na zdobywaniu depozytów rozumiem. Choć na depozytach zarabia się słabiej niż na kredytach, to jest to jednak sposób bezpieczniejszy - mówi Andrzej Powierża z BDM PKO. Zdaniem Marcina Materny z DM Millennium, ostrożna polityka kredytowa może istotnie zaprocentować w okresie dekoniunktury, gdy pogorszy się wypłacalność klientów. - I wówczas ING BSK, krytykowany obecnie za słaby wzrost akcji kredytowej, może zacząć zbierać komplementy - dodaje.