Słabiej miały się nie tylko akcje, ale na wartości traciły również złoty oraz obligacje. Trudno mówić o jakimś radykalnym odwrocie od naszego rynku, gdyż skala zniżek nie była duża. Jednocześnie podobne zjawiska obserwowaliśmy na innych wschodzących rynkach.
Waluty pod presją
Uwagę zwracała wyprzedaż walut państw zaliczanych do emerging markets. Ostro przeceniona została turecka lira, ale wyraźny spadek dotknął również południowoafrykańskiego randa. Pierwsza do tracącego na świecie dolara spadła o ponad 6 proc., druga o blisko 2 proc. W ślad za nimi w dół zaczął iść złoty. Przez tydzień koszyk walut złożony po połowie z euro i dolara podrożał o 4,5 grosza. O 11 pkt bazowych podniosła się rentowność naszych 10-latek. Sięgnęła najwyższego poziomu w tym roku. Dochodowość poszła w górę również na wielu innych rynkach wschodzących. Czy ostatnie zachowanie tych rynków ma znaczenie z punktu widzenia giełdy?
Kluczowe jest to, jak trwałe okażą się te zjawiska. O stabilnej tendencji możemy mówić w odniesieniu do rynku obligacji. Zyskowność systematycznie pnie się od początku marca. Dla 10-letnich papierów wynosiła wtedy mniej niż 4,6 proc., teraz jest to ponad 5,2 proc. W największym stopniu przyczyniała się do tego wyprzedaż obligacji na świecie, co objawiało się pozostawaniem różnicy pomiędzy zyskownością naszych obligacji i niemieckich na mniej więcej stałym poziomie. Nic nie wskazuje, aby niekorzystna sytuacja na rynkach papierów skarbowych na świecie miała się szybko poprawić.
Skoro u nas także nadzieje na dalsze poluzowanie polityki monetarnej rozwiały się, to nie ma za bardzo powodów do kupowania obligacji po obecnych wciąż jeszcze wysokich cenach (czyli z niską rentownością). To powinno niekorzystnie odbić się na wartości złotego. Dlaczego, skoro dotychczasowy wzrost dochodowości został zignorowany przez naszą walutę? Właśnie ze względu na utrwalenie się spadku cen na rynku papierów skarbowych. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza zdecydowanie zwiększyłoby się, gdyby obligacje zaczęły tracić szybciej niż dotychczas.